Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
24. Złamana odwaga.


24. Złamana odwaga.

21:43:49 [25-11-2012]

Kolejne minuty rozpłynęły się równie szybko, jak pocieszające słowa wypowiedziane gorączkowym szeptem, w przerwach między nasłuchiwaniem odgłosów zbliżających się kroków, wybuchem bomb a nerwowymi próbami stworzenia planu ucieczki. Bo byli zbyt zdenerwowani i pochłonięci minioną rozmową, by zacząć myśleć racjonalnie. Życie jest ważniejsze niż jakieś tam słowa, a jednak… Nie potrafili skupić się na niczym innym, żałując tego, czym się nawzajem zranili.
Nagle cisza. Tylko jeszcze gdzieś daleko suche komendy, a zaraz później rzeczywistość sprowadzająca się do zatęchłego pokoju, umazanego krwią. I kroki. Niosący się echem stukot kroków. Zbliżający się. Coraz bliżej drzwi, coraz bliżej…
- Wasze szczęście właśnie się skończyło – w wejściu pojawił się Hochigoro z kpiącym uśmiechem na ustach.
Oboje spojrzeli na niego, a w oczach Gaary zagościła złość. Gdyby tylko mógł…
- Nie dotykaj jej! – wrzasnął, za co oberwał w twarz.
- Teraz ja tu będę wydawał rozkazy, Kazekage-sama – oświadczył mężczyzna i mocno złapał go za włosy, zmuszając by patrzył w stronę blondynki, siedzącej po drugiej stronie pomieszczenia.
Podeszło do niej dwóch mężczyzn i jeszcze tamten chłopak. Tamten, który wtedy wlekł go korytarzem.
- Ikemoto – uśmiechnęła się kpiąco. – Znowu wróciłeś? Tatuś… - zaczęła, ale chłopak wymierzył jej cios.
Rozszerzył oczy ze zdziwienia, gdy ona tylko się śmiała. Niby zawsze wiedział, że jest silna, a jednak… Ona naprawdę musiała nienawidzić zdrady, bo miała odwagę, by tylko bezczelnie się śmiać, obrażając go i dotykając coraz czulszych punktów. Uderzając coraz trafniej, a przecież… Jej jedyną bronią były słowa.
- No dalej, pieprzony zdrajco – śmiała mu się prosto w twarz. – I tak później cię zabiję.
- Zamknij się! – chłopak mocno szarpnął ją za włosy niebezpiecznie przybliżając swoją twarz do jej. – Zamknij się albo…
- Albo co? – kpiący uśmiech ciągle rozciągał się na jej ustach. – Gówno mi możesz zrobić, zasrańcu! – splunęła mu w twarz.
- Dziwka! Kurwa! – zaczął okładać ją pięściami. – Prędzej ja zabiję ciebie, aniżeli ty mnie!
- Zostaw ją! – wrzasnął Gaara, usiłując się wyrwać. – Nie odzywaj się tak do niej, bo własnoręcznie cię zabiję!
- Och, Kazekage-sama wtrącił się do rozmowy – prychnął mężczyzna, nadal trzymając go za włosy. – Widzisz jakie to wspaniałe uczucie? Patrzeć na cierpienie ukochanej osoby… To jak, gówniarzu? Dogadamy się czy nie?
- Nawet nie próbuj! – usłyszał jej krzyk w przerwie między odgłosami kolejnych uderzeń.
Jej ból… Był straszny. Ranił go jeszcze mocniej, aniżeli ten bezpośrednio tyczący się jego. Jednak… Czy ona naprawdę aż tak bardzo wiele od niego wymagała? W końcu, jakby spojrzeć na to obiektywniej… Naprawdę nie mógł zostawić wioski.
Podobno miłość nie idzie w parze z logiką. Tylko… Czy ona naprawdę potrafiłaby dalej kochać zdrajcę? Czy potrafiłaby się do niego uśmiechać, rozmawiać z nim, być z nim? A czy on sam potrafiłby spojrzeć w lustro, nie obawiając się, że ono pęknie, bo zobaczy twarz zdrajcy? Tego, którego obowiązkiem była ochrona wioski, a wybrał swoje uczucia i ustawił je ponad dobrem osady, co było rzeczą karygodną i godną potępienia. Więc… Czy ona rzeczywiście wymagała od niego aż tak wiele?
- Patrz, Kazekage-sama – usłyszał i poczuł mocne szarpnięcie za włosy. – Patrz, do cholery!
Rozwiązali ją, jednak dwaj mężczyźni natychmiast złapali ją za ręce, uniemożliwiając ucieczkę. A choć ona zachowywała się równie bezczelnie jak przed chwilą, w nim rósł niepokój. Musi coś zrobić, musi! Co prawda nie może zdradzić wioski, bo ona mu nie wybaczy. I on sam również, jednak… Musi być jakiś inny sposób! A on musi go znaleźć, nim stanie się coś naprawdę niedobrego.
Młody chłopak podszedł do niej i złapał ją za szyję, a następnie siłą przycisnął do ziemi, pochylając się nad nią. Na jego ustach gościł kpiący uśmiech. Uśmiech dziwnej… Satysfakcji?
- Jesteś zerem – warknęła, patrząc mu prosto w oczy. – Jak śmiesz mnie dotykać, śmieciu?
- Powinnaś być dla mnie miła, Anzu-sama… - zaśmiał się, niebezpiecznie się do niej przybliżając.
- Nie dotykaj mnie!
- Jeśli będziesz milsza, może być całkiem przyjemnie – chłopak zignorował jej wcześniejsze słowa, a jego dłoń powoli zsunęła się na piersi kobiety, wędrując coraz niżej.
- Zostaw ją, skurwielu! – wrzasnął Gaara, szarpiąc się coraz mocniej.
To nie może się tak skończyć! To nie może się wydarzyć! I dlaczego w ogóle musieli znaleźć się w tym piekle? Przecież na nie nie zasłużyli! Dlaczego wojna zmusza go do podejmowania tak trudnych decyzji? Dlaczego stawia w sytuacji bez konkretnego, właściwego wyjścia? Czy ci ludzie sami nie kochają? Czy oni sami nie mają uczuć i bliskich sobie osób?!
- Patrz, gówniarzu – usłyszał koło swojego ucha szyderczy śmiech. – Patrz!
Nie chciał, ale… Patrzył, dobrze wiedząc, iż nie powinien. Bo widok jej cierpienia odbierał mu zdolność trzeźwego myślenia. A właśnie tego teraz najbardziej potrzebował. Wspaniałego pomysłu, dzięki któremu mogliby uciec z tego piekła… Takiego, by to się nie wydarzyło!
Zdrajca, który zdradził wioskę, jest dla niej nikim. Zyskuje równowartość przedmiotu, śmiecia, który dla nikogo nie ma znaczenia i każdy się nim brzydzi. Ale kim będzie dla niej jako kochanek, jeśli jej nie uratuje? Ile będzie dla niej znaczył po tym wszystkim? Czy w ogóle będzie potrafiła mu wybaczyć…
- Nie dotykaj mnie, ty zasrany zdrajco! – jego przemyślenia przerwał krzyk ukochanej, która szarpała się coraz mocniej. – Nie masz prawa!
- Zawsze uważałem cię za wspaniałą kobietę, Anzu-sama – chłopak zmusił ją, by na niego spojrzała. – Widziałem twój temperament, perfekcję we wszystkim, co robisz. Ale ty myślałaś, że ja kocham tą twoją podwładną. Głupia! Teraz… Teraz mi się odpłacisz.
W jego oczach dostrzegła coś dziwnego. Coś, co wywołało w niej niepokój, a nawet więcej – strach. I choć utrata oporu, to najgorsze, co mogła w tej chwili zrobić… Dobrze wiedziała, iż dostrzegł w jej oczach zwątpienie, bo nie potrafiła się go wyzbyć. I zamiast krzyczeć, i dalej go obrażać… Zaczęła się naprawdę bać. A jego dłoń wędrująca po jej udach, tylko ją upewniała, iż wcale nie żartuje.
Chciała prosić o pomoc. Gaara… Gaara siedział niedaleko! Na pewno, by coś wymyślił, ale… Nie mogła. Przecież jeśli jej pomoże, zdradzi wioskę, a tego nie będzie potrafiła mu wybaczyć. Jednak… Jeśli pozwoli, by Ikemoto zrobił, co chce… Czy dalszy związek z nim będzie miał sens? Tego również nie potrafiłaby mu wybaczyć.
Z przemyśleń wyrwał ją jego dotyk. Dotyk tego, którego się tak brzydziła. Tak różny od tego, który kochała. Od dotyku Gaary, który zawsze…
- Zawsze uważałem cię za wspaniałą kobietę – usłyszała, tuż przy swoim uchu, a zaraz później poczuła, jak chłopak przygryza jego płatek. – Ale ty nigdy mnie nie dostrzegłaś. Masz pojęcie, jak zawsze cię pragnąłem? Wreszcie będziesz moja. I tylko moja – w jego oczach dostrzegła coś na kształt obłędu, gdy zachłannie usiłował pocałować jej usta.
W końcu mu się udało, a choć tak bardzo się bała… Ugryzła go najmocniej jak tylko potrafiła i niemal w tej samej chwili poczuła metaliczny posmak w ustach, jednocześnie słysząc jego wrzask, a zaraz później czując silne uderzenie w policzek i kolejną falę obelg pod swoim adresem.
- Lubisz na ostro? – zaśmiał się kpiąco, wycierając wierzchem dłoni spływającą z ust krew. – Będzie, jak sobie życzysz.
Mężczyźni mocno przycisnęli jej ręce do ziemi, gdy on zaczął siłować się z jej spodniami. A ona… Nie miała prawa o to prosić, co przecież sama mu zabroniła, jednak… Może to nie ona, ale jej serce krzyczało?
- Gaara, błagam, uratuj mnie!
*

Od ponad dwóch godzin poszukiwali w miarę bezpiecznej drogi, by przedostać się przez front i dotrzeć do kryjówki wroga. Jednak bezskutecznie, bowiem ostatnia ścieżka okazała się złudna, w efekcie czego Lee został lekko ranny. Ale nie mogli ryzykować. Nie mieli pojęcia, ilu może być przeciwników, a poza tym nie mieli czasu na walkę. Musieli jak najszybciej dotrzeć do bazy wroga i odbić Gaarę. No, i Anzu.
- Aż tak bardzo nie chcesz tutaj być? – zapytał Kankurou, przybliżając się do Tenten.
Dziewczyna tylko rzuciła mu krótkie spojrzenie, nie odzywając się ani słowem, a następnie oddaliła się, nawet nie racząc odpowiedzieć na jego pytanie.
- Co z nią? – szatyn zadał kolejne pytanie, tym razem skierowane do Lee.
On na pewno wie. W końcu jest jej przyjacielem…
- To ciężka sprawa… - zaczął niepewnie mężczyzna. – Pamiętasz może Nejiego?
- Tego z waszej dawnej drużyny?
Lee przytaknął, a następnie kontynuował:
- Nie mów jej, że ci powiedziałem, bo widzisz… - brunet ściszył głos. – Oni byli ze sobą dosyć długo, a jakiś czas temu… Mieliśmy misję, a on… Zginął. Umarł jej na rękach.
Kankurou się zatrzymał i natychmiast pożałował, że zapytał. Tak samo, jak żałował, że był dla niej niemiły. Gdyby tylko wcześniej wiedział… Nie, lepiej byłoby w ogóle nie wiedzieć. Ale… No dlaczego zawsze musi wyjść na takiego nietaktownego i nieczułego frajera?!
- Może…
- Nie przepraszaj. Uwierz, że wcale nie przejęła się tym, iż byłeś dla niej niemiły – powiedział Lee, przyglądając mu się uważnie. – Ona po prostu nie wie, co ma ze sobą zrobić. Nie potrafi się z tym pogodzić i nie możesz tego zmienić. Nie rozchmurzy się, jeśli będziesz za nią biegał przez resztę misji albo kupisz jej czekoladki na przeprosiny.
- A ty? Ty jako przyjaciel nawet jej nie pocieszyłeś? Nie próbowałeś jej pomóc? Tylko ciągle nie rozumiesz?!
- Rozumiem, ale… To nie jest tak, że mnie nie obchodzi. Staram się przy niej być, jednak… To nic nie daje. A przynajmniej ona tego nie okazuje.
- Może potrzebuje więcej czasu.
- Pewnie tak, ale… Nie jestem pewien, czy ja będę potrafił z nią czekać. To chyba już dla ciebie oczywiste, w końcu sam jesteś facetem – Lee spojrzał na niego smutno.
- Czy ty… - zaczął szatyn, nie będąc do końca pewnym, czy właśnie to jego rozmówca miał na myśli.
- Przecież wiesz – zaśmiał się ciemnooki. – Nawet przyjaciołom po pewnym czasie się nudzi, a tym bardziej facetom.
- Kochasz ją – bardziej stwierdził niż zapytał Kankurou.
- Ale ona kochała tylko Nejiego. To zabawne, nie? Zawsze był moim rywalem. We wszystkim. I zawsze wygrywał. A teraz miał czelność zostawić kobietę, która go kochała.
- Lee… Może ona kiedyś spojrzy na ciebie, tak jak patrzyła na niego?
- Nie. Nie masz pojęcia, jak mocno go kochała. I gdyby nie to… Pewnie konkurowałbym z Nejim, ale nie mogłem, bo dobrze wiedziałem, jaka była szczęśliwa.
- Kiedyś na pewno cię dostrzeże. Ale sam musisz jej na to pozwolić – oświadczył Kankurou, a następnie przyspieszył kroku.
Nienawidził patrzeć na ludzkie cierpienie. A przecież sam dobrze wiedział, jak okropna potrafi być niepewność i nieodwzajemniona miłość.
Może… Może nie tylko wojna jest piekłem?
~~*~~

Głupio mi się ciągle tak samo tłumaczyć, ale niestety - pojęcie "czasu wolnego" jest mi zupełnie obce.
I kłamała nie będę - nie mam weny. Nie tylko do tego opowiadania, ale ogólnie, do czegokolwiek. W moim życiu dzieje się teraz dużo bardzo złych rzeczy, które skupiają się wokół mojego bardzo poważnego problemu, więc niestety - nie jestem w stanie pisać. I ostatnio uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie wiem, czy kiedykolwiek będę jeszcze w stanie, bo już nigdy nie będę taka sama, jak dawniej.
Dziękuję wytrwałym. ;]
Głosuj (0)

Melissa.

[Powrót] Komentuj

» Kot

» 23:31:19 [14-12-2012]
| brak www IP: 46.204.43.140

No świetnie, tylko czemu takie smutne. Trzymasz w niepewności. Codziennie patrze a tu nic nowego. Kiedy następny rozdział ? Czekam z utęsknieniem ;/
;)

» katrina

» 18:11:59 [26-11-2012]
| brak www IP: 91.206.244.1

straszna notka:( mam nadzieję, że Kankuro i reszta nadejdą na czas;/ Nie poddawaj sie Melissa! po burzy zawsze wychodzi słońce