Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
13. Radość z zachodu słońca.


13. Radość z zachodu słońca.

20:29:08 [12-02-2012]

Kolejnego dnia obudziła się w jeszcze lepszym nastroju. A ponadto niebo… Znowu było niebieskie. Nie tylko te na zewnątrz, ale te w jej oczach. Wcześniej nieco przyćmione, obarczone poczuciem winy, teraz wesołe i niebieskie. Dokładnie takie, jakie powinno być. I już nie ważne było, że może inni to zauważą. Bo jakże mogłaby się nie cieszyć? Odwzajemniona miłość jest cudowna. A to, że zakazana… To tylko sprawia, że czuje się bardziej szczęśliwa. Bo on, Piąty Kazekage, spojrzał właśnie na nią. A mógł wybrać każdą inną. Każdą ładniejszą, młodszą lub straszą, bardziej otwartą… Ale chciał czekać na nią. I za to ceniła go jeszcze bardziej.
- Anzu – w drzwiach jej gabinetu pojawił się brązowo włosy mężczyzna. – Gaara wzywa cię do siebie.
Skinęła tylko głową, a następnie wstała i wyminęła go. A przez całą drogę zastanawiała się, czego tym razem może chcieć. Jednak już się nie bała. Nie tak, jak kiedyś.
- Dobrze, że jesteś – powitał ją.
Nie odezwała się, zamykając za sobą drzwi. I nie miała też pojęcia, co to za ważna sprawa, skoro on najwyraźniej nie ma czasu; na biurku i wokół niego leżały stosy papierów. A może… Może mu przeszkadza? I może jednak powinna sobie pójść? W końcu na pewno nie będą rozmawiać na tematy prywatne. Nie, kiedy on ma tyle pracy…
- Posłuchaj… - zaczął, podpisując jakieś papiery – chciałbym, żebyś ze mną sypiała.
W pierwszej chwili nie była pewna, czy dobrze usłyszała. Ale, gdy upewniła się, że jednak tak… Wybuchła głośnym śmiechem. On… Ciągle tak bardzo ją zadziwiał.
- Przecież teoretycznie już to robię – powiedziała, gdy nieco się uspokoiła.
- Ale mnie chodziło o coś innego – oświadczył, patrząc na nią. – Miałem na myśli spędzanie nocy razem.
- Nadal wychodzi na to samo – zaśmiała się pod nosem, podchodząc do niego.
- Och, no dobra – westchnął, wstając. – Chciałabyś się przenieść do mojego pokoju?
Jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, a ona sama nie miała pojęcia, co może odpowiedzieć. Pytanie było bardzo bezpośrednie i kompletnie się go nie spodziewała. I nawet jeśli przestała się martwić tym, iż nie wolno im być razem… Nie mogła się na to zgodzić. To było zbyt duże ryzyko, że dowiedzą się ludzie, którzy nie powinni.
- To bardzo miłe z twojej strony… - wydusiła w końcu. – Ale chyba nie możemy…
- Możemy.
- Nie, Gaara – powiedziała, spuszczając głowę. – Przepraszam, ja naprawdę nie mogę.
- W takim razie chociaż przychodź do mnie po pracy – mężczyzna delikatnie złapał ją za podbródek, podnosząc do góry. – Potrzebuję tego. I nie mów, że ty nie.
- Ale…
- Nie – Kazekage położył jej palec na ustach. – Po tym, co mówiłaś wczoraj… Twoje kłamstwa mnie nie zaczarują.
Uśmiechnęła się pod nosem, a następnie pocałowała go w policzek. Może i miał rację. Może słowa, które same wydostały się z jej ust, nie były bezcelowe. Może właśnie tak miało być. Może miały go uchronić przed jej obroną. Tak, żeby nigdy nie mógł jej stracić…
- Dobrze – westchnęła w końcu. – Będę do ciebie przychodzić po pracy.
- Świetnie – czerwono włosy musnął ustami jej czoło. – W takim razie do zobaczenia wieczorem.
- Do zobaczenia – posłała mu ciepły uśmiech, a później opuściła pomieszczenie.
I wracając do szpitala wpadła na pomysł, by zdążyć ze wszystkim zanim będzie musiała oddać mu listę rannych. Wtedy mogliby od razu pójść do niego. Tak, to był dobry pomysł.
Przekraczając próg swojego gabinetu już wiedziała, że to będzie ciężki dzień. Bo… Słońce dopiero wstaje, a ona już nie może się doczekać jego zachodu.
*

Brązowo włosy mężczyzna wracał z gabinetu Kazekage; brat poprosił go, aby wezwał do niego Anzu. A on, słuchając tego, miał ochotę wybuchnąć śmiechem. Bo brat wciąż nie powiedział mu wprost, że z nią jest. A przecież to oczywiste. Zarówno ona jak i on są szczęśliwi, gdy tylko się zobaczą. No, i ta jej zaburzona harmonia i perfekcjonizm we wszystkim, co robi… Innej możliwości nie ma – na pewno są razem.
Był szczęśliwy. Naprawdę bardzo szczęśliwy, że jemu też się układa. Temari jest w ciąży z Shikamaru, on ma Matsuri, a Gaara - Anzu. Tak, teraz był spokojny i już nie musiał się martwić, że młodszy brat może cierpi z powodu samotności. Że jego dawny ból wrócił tylko dlatego, iż musi patrzeć jak bliskie mu osoby mają jeszcze kogoś. Kogoś, kto jest równie ważny albo nawet ważniejszy.
- Anzu – nawet nie zapukał. – Gaara wzywa cię do siebie.
Skinęła głową, a następnie wymięła go. I choć chyba starała się to ukryć, po jej ustach przemknął ledwo dostrzegalny uśmiech.
- Ponownie… - dodał cicho.
I już chciał wyjść, ale… Nagle jego spojrzenie padło na różowo-niebieski zeszyt, leżący na blacie biurka. A raczej w najdalszym i najmniej widocznym kącie.
Zamknął za sobą drzwi, a następnie podszedł do biurka i wziął do ręki zeszyt. Chyba nie powinien, bo to na pewno nie są notatki medyczne, ani kartoteki pacjentów. Ale… Ciekawość była silniejsza, a i on sam nieszczególnie usiłował z nią walczyć.
Otworzył zeszyt na pierwszej stronie, a w chwilę później już trzymał się za brzuch, hamując wybuch śmiechu. Czyżby Anzu naprawdę prowadziła pamiętnik? Zrozumiałby to, gdyby była nastolatką, ale ona była już dorosłą kobietą.
Zawsze narzekała, że nie ma wolnego czasu. Że ciągle tylko praca i praca. A teraz co? Nie dość, że znajduje czas dla Gaary, wywiązując się sumiennie ze wszystkich obowiązków, to jeszcze dowiaduje się, że pisze pamiętnik. I ona nie ma czasu?
Cicho chichotał pod nosem, przewracając kolejne kartki. Pierwsze strony zapisane były niezbyt zgrabnym, dziecięcym pismem, ale kolejne coraz ładniejszym. Aż w końcu dotarł do momentu, gdy tusz na kartkach był rozmazany, a sama treść wskazywała na olbrzymią rozpacz.

„Zawsze wiedziałam, że nie potrafię dokonywać trafnych wyborów. Ale dlaczego jeden błąd zniszczył wszystkie mury, które tak długo budowałam?
Wybacz, kochany. Pamiętam, że Ci to obiecałam. Wiem, ale… To była moja wina. Na pewno i tak mnie nienawidzisz.”


„Nie powinnam być medykiem.
Wybacz, Koichi.”

„Jestem niedojrzała, brak mi wiary. Przepraszam, obiecałam nigdy nie wątpić w naszą miłość. Jednak nie spełniając Twoich próśb, odebrałam Ci właśnie to, czego tak bardzo pragnąłeś.
Jestem nieodpowiedzialna i głupia. Nie powinnam być medykiem. Nie zasługiwałam na Twoją miłość, a teraz odebrałam Ci kawałek Ciebie samego. I samej sobie odebrałam jedyną po Tobie pamiątkę.
Kocham Cię, Koichi. I wybacz mi, proszę Cię…”


- Co ci się stało, Anzu? – zapytał sam siebie, wertując z niepokojem kolejne strony.
Nie potrafił zrozumieć, dlaczego w jej uczuciach było tyle nienawiści do samej siebie, poczucia winy, cierpienia… Co takiego okropnego zrobiła? Kogo tak bardzo skrzywdziła? Niby mógłby to wywnioskować z tych wpisów, ale… Nie był do końca pewny. I tak jak myślał, że ją rozumie, tak teraz dotarło do niego, że absolutnie nie. Tylko jedno wiedział na pewno – w jej przeszłości stało się coś bardzo niedobrego. Coś, czego bardzo żałowała i najwyraźniej przez wiele lat nie potrafiła sobie z tym poradzić.

„Hiyuu jest cudownym medykiem. Ale w jego ramionach wszystkiego mi brak. Wszystkiego, prócz pozornego poczucia bliskości.”

- Miałaś romans? – ponowne pytanie przeszyło panującą w pomieszczeniu ciszę.
Anzu była chyba zupełnie inna, niż mu się wydawało. Albo po prostu nie znał jeszcze tej drugiej strony. I choć czuł się nie fair przeglądając tak prywatną rzecz… Nie potrafił teraz odłożyć tego zeszytu na miejsce i zwyczajnie wyjść. Mógłby udawać, że nic się nie stało, ale już nawet nie chciał walczyć z ciekawością. Bo któż inny lepiej opowie mu jaka jest naprawdę, niż jej własne zapiski?

„Zakończyłam to. Teraz nie mam już nawet pozorów.”

A, więc jednak już nie ma romansu z tamtym mężczyzną.
Uśmiechnął się pod nosem, a następnie otworzył zeszyt na ostatnim wpisie.

„Wybacz, Koichi. Minęło już 7 lat. I nic nie mogę poradzić na to, iż w jego ramionach czuję się lepiej, niż w twoich.
Wybacz, kochany. Zawsze będziesz dla mnie ważny, ale… Już nigdy najważniejszy. Gaara… Gaara jest wszystkim tym, czym ty byłeś dla mnie, a nawet jeszcze więcej. Wiesz… Wasz dotyk jest taki sam. Ale jego słowa są inne. Wybacz… Lepsze. Kocham je bardziej.”


Mężczyzna zamknął zeszyt i odłożył go na wcześniejsze miejsce, a zaraz później szybko opuścił pomieszczenie. Nigdy się do tego przed nią nie przyzna, ale… Teraz będzie patrzył na nią inaczej. Będzie myślał o niej w inny sposób. Bo Anzu wcale nie jest taka chłodna i niedostępna. Po prostu… Coś, co wydarzyło się w przeszłości, tak bardzo ją zmieniło. A to już chyba nie była jej wina. Najwyraźniej znalazła rozwiązanie w takim sposobie bycia. Może inaczej nie potrafiła sobie z tym poradzić.
Nie miał prawa jej potępiać. A, gdy jakiś czas temu Gaara mu się żalił, miał ochotę jej wszystko wypomnieć. Bo choć się przyjaźnili nie mogła tak ranić jego brata. Teraz… Cieszył się, że tego nie zrobił. Bo to, że nie chciała dopuścić Gaary do siebie wcale nie oznaczało, że go nie kochała.
*

Słońce schowało się za horyzontem. Anzu kończyła oględziny u swoich pacjentów, spisując wszystkich rannych. Jej pismo było bardzo niezgrabne i niestaranne, bo w głowie ciągle krążyła jej tylko jedna myśl: „za chwilę go zobaczę, za chwilę z nim będę”…
- Anzu-sama – Makiko złapała ją, gdy kierowała się do wyjścia ze szpitala. – Na pewno jesteś zmęczona. Odpocznij, ja mogę odnieść listę.
- Nie, nie trzeba – powiedziała, uśmiechając się. – Poradzę sobie, a wy teraz macie wolne. No, z wyjątkiem Suzue, bo o ile dobrze pamiętam, ma dzisiaj dyżur.
Dziewczyna skinęła tylko głową, wzdychając z rezygnacją. Od jakiegoś czasu blondynka była dziwnie zadowolona… I coraz częściej musiała gdzieś wychodzić.
- To jeszcze przekaż jej, żeby szczególnie uważała na pacjenta z piątki – rzuciła niebieskooka, zbiegając po schodkach. – Uniknął operacji, ale jego stan jest dosyć nieciekawy.
- Dobrze.
Dłużej nie słuchała. A, gdy tylko zniknęła za rogiem… Niemal biegła w stronę siedziby Kazekage, śmiejąc się pod nosem.
Na krótkiej przerwie napisała: „zachowuję się jak niedojrzała nastolatka, ale… nic mnie to nie obchodzi”. I naprawdę tak czuła.
Głosuj (0)

Melissa.

[Powrót] Komentuj

» www.karmelek.ownlod.com

» 16:11:25 [18-02-2012]
| brak www IP: 89.76.169.248

oj oj oj. widać moje zmęczenie pozbawiło mnie notek u ciebie.milo poczytać o czyjeść szczęśliwej miłość gdy twoja własna ma miłość ma cię za zero. Anzu ma cudownego faceta, zazdroszczę jej tego że jest oczkiem w jego głowie, jego podopiecznym skarbem...

» kiko

» 20:02:53 [17-02-2012]
| brak www IP: 83.27.54.36

coraz bardziej mi się podoba już nie mogę doczekać się następnej i czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój wydarzeń

» Kot

» 19:45:02 [14-02-2012]
| brak www IP: 46.204.120.87

No świetna jak zwykle. Gaara jest jednak najlepszy.. Jak ja go wielbię.......;D Czekam na następną ;)

» katrina

» 17:52:53 [13-02-2012]
| brak www IP: 91.206.244.1

Wspaniała notka, taka pogodna i radosna:D Następna pewnie już taka nie będzie:P Gaara jest najlepszy, myślałam, że padnę ze śmiechu, jak to czytałam. Czekam niecierpliwie na następną!!:D