GaaAn - Dla Ciebie
21:45:31 [14-01-2012]
- Dla ciebie… już nie jestem Kazekage.Łatwo było w to wierzyć, gdy mówił to swoim cichym, ale tak kojącym głosem. Łatwo było łamać zasady i odsuwać natrętne myśli, gdy całował ją z prawdziwą czułością.
Działał na nią bardzo źle. Nie potrafiła przy nim myśleć, kompletnie nie mogła się skupić. Czując jego pocałunki, nie potrafiła go odepchnąć. Chciała więcej i więcej… a on celowo się z nią droczył, by sprawdzić jej reakcję. Celowo składał jedynie krótkie pocałunki na jej ustach, ledwie muśnięcia, by dowiedzieć się, czy odważy się na pierwszy krok.
Chciał zobaczyć jej reakcję, jednakże gdy cała drżała w jego ramionach, walcząc sama ze sobą, a jej policzki z każdym kolejnym dotykiem jego ust stawały się coraz bardziej zarumienione… sam nie potrafił się powstrzymać. Gdyby jeszcze zwodził ją choć przez chwilę, już nie mógłby się pohamować. Zupełnie zawładnęłaby nim dzika żądza, a wcale tego nie chciał. Pragnął… myśleć. Chciał być świadomy tej chwili, bo nie miał żadnej gwarancji, że ona jeszcze kiedykolwiek pozwoli mu się dotknąć.
„Dość zabawy”, pomyślał i spojrzał jej prosto w oczy. Ona… tak strasznie go okłamała!
To nie było jedynie pożądanie. Musiała go kochać, bo w przeciwnym razie nie patrzyłaby na niego w taki sposób. Całkowicie zdana na jego łaskę, zupełnie niepewna, kompletnie zagubiona…
Przybliżył się do niej powoli, by jej nie spłoszyć, jednakże… nagle stało się coś zupełnie niespodziewanego – to ona go pocałowała, choć zrobiła to niebywale nieśmiało, ledwie dotykając jego ust. A zaraz później lekko się odsunęła, jednakże… teraz już było za późno, by się wycofać.
Mocno przyciągnął ją do siebie, całując zupełnie inaczej niż wcześniej. W pierwszej chwili wydawała się zaskoczona i był niemalże pewien, iż go odepchnie, ale zamiast tego jeszcze mocniej przyciągnęła go do siebie, umożliwiając mu pogłębienie ich pocałunku.
Była pewna, iż czuje nienaturalnie szybkie bicie jej serca, ale przez chwilę pomyślała, że… to bez znaczenia. I tak jedna chwila wystarczyła, by zdążył pozbawić jej górnej części garderoby.
Właśnie w tym momencie się obudziła. Jej świadomość zupełnie wróciła, gdy tylko poczuła jego chłodne dłonie na swoich nagich plecach, a na jej skórze pojawiła się gęsta skórka.
Przeszedł ją dreszcz, gdy jego dłonie wędrowały w stronę zapięcia od stanika. I nagle ponownie zrozumiała, co robi i jak bardzo nie może tego zrobić.
Gwałtownie cofnęła się w tył, jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu swojej tuniki. Zlokalizowała ją bez problemu, jednakże nim zdążyła się zatrzymać, nagle okazało się, iż łóżko stało nieco bliżej, niż jej się wydawało.
Syknęła z bólu, obijając sobie kolano i lądując na miękkim materacu. Na sekundę zapomniała, gdzie jest, jednak gdy sobie przypomniała, już było za późno.
Stał zbyt blisko, by mogła uciec. Oczywiście, zdawała sobie sprawę z tego, iż wystarczyłoby po prostu powiedzieć „nie”, ale… cały problem polegał na tym, że to krótkie słowo nie chciało jej przejść przez gardło, bo… tak naprawdę chciała.
Powoli podniosła na niego wzrok. Stał dokładnie przed nią i nawet na moment nie oderwał od niej wzroku.
Poczuła wstyd, więc szybko schyliła się i podniosła z ziemi tunikę, przyciskając ją do piersi. Nie miała pojęcia, jak skutecznie się wywinąć z tej sytuacji… jedynym pomysłem było przeturlanie się na drugą stronę łóżka i ewentualne wyjście oknem, a choć szansa, iż jej się uda była skrajnie niewielka, była tak zdesperowana, że postanowiła spróbować.
Ale oczywiście do okna nie dotarła. Nawet nie zdążyła dotknąć nogami ziemi po drugiej stronie łóżka, bo on pochylił się nad nią i przycisnął ją do materaca. Kolanami mocno ścisnął jej uda, by nie mogła się wyrwać, a następnie szepnął jej do ucha, żeby przestała wreszcie uciekać.
Jeśliby tylko powiedział, że to niczego nie zmieni, że nie będzie musiała ponosić za to odpowiedzialności… nawet nie pomyślałaby o ucieczce. Ale przecież nie mógł jej tego zapewnić. A może… jednak mógł?
Odwrócił ją przodem do siebie i chciał unieruchomić jej ręce, by nie próbowała ponownie go odepchnąć, jednakże ku jego zaskoczeniu, ona otoczyła dłońmi jego kark, przyciągając go do siebie.
Teraz ona – prawdopodobnie zupełnie nieświadomie, tocząc walkę ze samą sobą – bezczelnie sobie z nim pogrywała. I jeśli jeszcze raz spróbuje uciec…
Naprawdę nie chciałby jej skrzywdzić, ale skoro jest już tak blisko, na tak wiele mu pozwoliła… już nie może pozwolić jej wyjść.
Poczuła na sobie ciężar jego gorącego ciała. Próbowała uciekać przed jego spojrzeniem, ale on uparcie wpatrywał się w jej twarz, skradając jej co chwilę krótkie pocałunki. Nie mogła tego znieść…
Nie panowała nad swoim ciałem, nad swoim oddechem. Już dawno zapomniała, że powinna udawać, a teraz jej oczy zdradzają wszystko. Odkrywają całą jej słabość, pokazują wszystkie jej kłamstwa, którymi próbowała go odepchnąć.
Poczuła to. Dotyk jego dłoni, którą powoli przesunął wzdłuż jej uda, by wreszcie oprzeć jej nogę na swoim biodrze. Jeszcze raz krótko ją pocałował, a następnie pochylił się nad nią i powoli zaczął się poruszać.
Mocno przytuliła się do jego ramienia, by zagłuszyć własny głos, ale jej ciało reagowało samo. Nie mogła złapać oddechu, jej paznokcie mimowolnie wbijały się w jego skórę, jej ciało próbowało być jeszcze bliżej niego.
Zamknęła oczy i zapomniała o wszystkim – o zasadach, o prawach, o obowiązkach.
Ale nagle on zwolnił i spojrzał na nią, prosząc, by otworzyła oczy. Zrobiła to, jednakże nie mogła znieść jego spojrzenia, więc uciekła wzrokiem na bok. Nie chciała, by na nią patrzył. Nie chciała, by widział jaka jest słaba, a teraz była zupełnie bezbronna i nie mogła zrobić nic, by się ukryć. Zaciskała oczy coraz mocniej, a on wciąż ponawiał swoją prośbę, aż wreszcie… zrobiła to.
Znowu zaczął się poruszać, nie odrywając wzroku od jej twarzy. Nie mogła tego znieść, a on tylko powtarzał, że chce ją widzieć naprawdę i… nie potrafiła mu odmówić. Bo rzeczywiście miał prawo, by wreszcie ją zobaczyć, choć ona wcale tego nie chciała.
Nie chciała słyszeć własnego głosu. Tak strasznie nie chciała, tak bardzo nie mogła tego znieść… była taka słaba. Dlaczego tak bardzo zależało mu, by na nią patrzeć?!
Nie rozkazywał jej, a jedynie prosił. I te prośby, wypowiadane jego cichym, kojącym głosem, sprawiły, iż chciała go uszczęśliwić. Ale… nie mogła zapanować nad tym, iż w jej oczach pojawiły się łzy. Gdy ich oddechy nieco się uspokoiły, a on ją pocałował… nie wytrzymała.
Zobaczył ją…zobaczył ją całą, taką jaka jest naprawdę. Zupełnie słabą, bezbronną, delikatną.
Przegrała.
Miała dość. Nie mogła znieść tego wszystkiego, a jego spojrzenie pełne troski i czułości sprawiało, iż czuła się jeszcze gorzej.
Odwróciła głowę w bok, zamykając oczy, a po jej policzkach popłynęły pojedyncze łzy. Dlaczego zawsze musi kochać kogoś nieosiągalnego? Dlaczego… jej serce nigdy nie może wybrać właściwie? I dlaczego jest taka głupia, że znowu to zrobiła? Ile razy jeszcze będzie musiała zostać zraniona, by wreszcie nauczyć się, iż zasady nie są bezcelowe? I, że nie wolno nikogo dopuszczać tak blisko?
Ale on był kimś innym. Dla niej nie był Kazekage, jak sam powiedział. A, gdy scałował wszystkie jej łzy, delikatnie musnął ustami jej czoło i przytulił ją do siebie.
Kazekage nigdy by tego nie zrobił. Kazekage był silny i opanowany, natomiast on… był jedynie zdecydowany. Przy niej również nie potrafił nad sobą zapanować.
27 XI 2011, godz. 00:23
Głosuj (0)
Melissa.
[Powrót] Komentuj» Kot , Kocica
» 16:27:30 [16-01-2012]| brak www IP: 46.205.26.1
Świetne , Świetne , świeeetne! xd Czekam na dalszy ciąg
