11. Kilka kroków dalej.
22:43:59 [30-12-2011]
Wbiegła do szpitala i zamknęła się w swoim gabinecie, w myślach przeklinając swoją naiwność. Jak mogła być taka durna, by myśleć, że będzie się starał? Że poczeka, że naprawdę ją kocha? Że może jednak jakoś ze sobą będą, że będzie szczęśliwa?! Naiwna! W tym świecie takie marzenia się nie spełniają.Wiedziała na pewno – nie jest jej obojętny. Ale od dzisiaj… Będzie z nim rozmawiać tylko w ostateczności i tylko na tematy związane ze szpitalem. Żadnych wyjaśnień, co do tego, co było między nimi, bo przecież… Nie było nic. Ot, jeden pocałunek, zapewne pod wpływem emocji. Może tamtej kobiety długo nie było i potrzebował kogoś, tylko na moment. Ale… Dlaczego powiedział: „bądź ze mną”? Dlaczego to wszystko robił? Dlaczego wzywał ją do siebie, dlaczego tyle rozmawiali, skoro był z kimś innym? Czy bawiło go ranienie innych? Czy tak bardzo zależało mu, by go pokochała? Żeby straciła dla niego głowę, by potem mógł ją wyśmiać, wyrzucić? Kiedyś by go o to nie podejrzewała, ale najwyraźniej w ogóle go nie znała. Pokochała kogoś, kto nie istnieje…
- Anzu, otwórz drzwi! – Kankurou zaczął dobijać się do jej gabinetu.
Kobieta westchnęła głęboko i niechętnie wykonała jego polecenie.
- Nie wiem, co się stało, ale Gaara natychmiast wzywa cię do siebie – oświadczył.
- Nigdzie nie idę.
- Powiedział, że jeśli nie będziesz chciała przyjść, mam cię zaprowadzić siłą – jego mina była bardzo poważna.
- Ciekawe, jak… - zaczęła, ale nagle poczuła silne uderzenie i straciła przytomność.
Gdy się obudziła, nie była już w swoim gabinecie, lecz… W gabinecie Kazekage. Leżała na kanapie, nieco z boku pomieszczenia. Ale dosyć blisko drzwi, więc może… Jeśli szybko wstanie to może uda jej się uciec? Tak, wiedziała, że tchórzy. Ale wiedziała też, czego będzie dotyczyła rozmowa. I kompletnie nie miała na nią ochoty.
Wstała, a następnie skierowała się w stronę drzwi; Kazekage wyglądał na bardzo zamyślonego, więc może nie zauważy, że…
- Nawet nie próbuj.
Zatrzymała się, cofając dłoń z klamki. A, gdy tylko się odwróciła, natychmiast na niego wpadła.
- Nie dałaś mi wyjaśnić.
- A ty nie pozwalasz mi pracować – burknęła, odsuwając się od niego.
Oparła się plecami o drzwi i schowała ręce ze plecami, szukając klamki. Kiedy już ją znajdzie, wystarczy nacisnąć, a potem popchnąć drzwi i…
- Ile ty masz lat? – zapytał, łapiąc ją za łokieć i popychając w głąb pomieszczenia. – Nie uciekniesz przede mną i tą rozmową.
Kobieta westchnęła ciężko, a następnie wbiła wzrok w podłogę. Zachowywała się jak niedojrzały dzieciak, ale wcale nie chciała słuchać jego tłumaczeń. Może i naiwność bolała, ale jeśli miał inną, to oznaczało, że mogła w spokoju cierpieć z powodu nieodwzajemnionej miłości.
- Czego ode mnie chcesz, Kazekage-sama? – zapytała cicho.
- Wyjaśnić tą chorą sytuację – odpowiedział, podchodząc do niej.
Jego kroki potęgowały jej strach. Przybliżał się powoli. Bardzo powoli. Ale jej strach rósł bardzo szybko. Co tym razem zrobi? A jeśli powie jej coś, na co nie zasługuje? Jeśli powie, że to tylko nieporozumienie? Jeśli powtórzy, że ma z nim być? Czy tym razem… Będzie potrafiła mu odmówić? Odepchnąć go, oprzeć się mu?
- W takim razie nie ma czego wyjaśniać – oświadczyła, nawet na niego nie patrząc.
- Daj spokój – powiedział, zmuszając ją, by na niego spojrzała. – Nie zachowuj się jak dziecko i patrz na mnie – wolną ręką objął ją w talii, mocno przyciągając do siebie. – To, co wtedy widziałaś…
- Nie ważne – mruknęła, usiłując się wyrwać.
- Przestań! – popchnął ją na biurko, mocno przyciskając do blatu. – Nie wypuszczę cię, dopóki mnie nie wysłuchasz.
Przez chwilę poczuła w oczach łzy, ale nie odezwała się ani słowem. Był bardzo stanowczy. I nie bała się tego, co jeszcze zrobi, by zmusić ją do rozmowy, ale… Nie chciała tego przeciągać. Lepiej, żeby powiedział, co chce i ją puścił. A później będzie mogła rzucić się w wir pracy i próbować zapomnieć.
- Nie wiesz, kto to był, co? – zaczął, patrząc jej w oczy; pokiwała przecząco głową. – Może, gdybyś wiedziała wcześniej… Wiedziałabyś również, że ona jest z moim bratem. Jestem tylko jej senseiem. Kompletnie nic nas nie łączy.
Odwróciła wzrok i mruknęła tylko niewyraźne: ‘aha’.
- Kankurou znowu musiał pójść na front na kilka dni. Tęskniła za nim. Pocieszyłem ją, to wszystko – powiedział, puszczając jej dłonie.
Podniosła się do pozycji siedzącej, nadal unikając jego spojrzenia. Jego oczy… Były pełne szczerości. Ale nawet pomimo tej świadomości, nie mogła mu uwierzyć. Bo to by oznaczało, że jest coś warta. Że znowu może być szczęśliwa. A, choć tego tak bardzo potrzebowała… Jeszcze bardziej się tego bała i odpychała to.
- Powiedź coś – jego głos był miękki i ciepły.
- Po co mi to wszystko mówisz?
- Bo chcę być z tobą.
- Wcale nie chcesz – powiedziała, wstając i odpychając go.
Już była przy drzwiach, ale nagle pojawił się przed nią.
- Nie mów, co czuję – jego głos był spokojny i opanowany. – Nie mów, czego chcę. Bo sam dobrze to wiem.
Ponownie poczuła w oczach łzy. Odwróciła się do niego tyłem, mocno zagryzając wargi, by się nie rozpłakać. Ale jego ciepłe słowa były okropne. Sprawiały, że jej serce szybciej biło i była… Szczęśliwsza.
- Po prostu… Bądź ze mną – uśmiechnął się, przybliżając się do niej. – A resztę zostaw mnie.
Poczuła jego ciepły oddech na swoich ustach i już wiedziała, że go nie odepchnie, gdy nagle… Usłyszała głośny trzask, a przez okno wpadł średniej wielkości kamień. Szybko się od niego odsunęła, myśląc, że to jakiś głupi żart, ale… Do kamienia przyczepiona była karteczka wybuchowa.
- Padnij! – wrzasnęła, popychając go na podłogę, jak najbliżej drzwi.
Już kiedyś to przeżyła. I teraz czuła się, jakby miała deja vu, jednak… Tym razem sama też wylądowała na podłodze, jeszcze przed wybuchem. I choć usilnie próbowała go odepchnąć… On zasłonił ją swoim ciałem, gdy karteczka wybuchła.
W pierwszej chwili nie mogła się ruszyć. A choć wybuch nie był tak duży, jak podejrzewała… Na pewno został ranny. Jednak jego ciężki oddech tuż przy jej uchu, upewniał ją, że nie stracił przytomności i wciąż żyje.
- Możesz się ruszyć? – zapytała zaniepokojona.
- Tak, nic mi nie jest.
- Bzdura! – oburzyła się, wydostając się spod niego. – O mój Boże…
Całe jego plecy były poranione. Gdzieniegdzie miał powbijane kawałki szkła, ale nic dziwnego – wybuch powybijał wszystkie szyby i zniszczył ponad połowę gabinetu.
- Połóż się – nakazała, podwijając rękawy.
Wykonał jej polecenie, krzywiąc się z bólu.
- Może trochę boleć.
- Mhm.
Kolejne pół godziny spędzili w milczeniu. Ona opatrywała jego rany, a on sam nie wiedział, co jeszcze ma powiedzieć, jak ją przekonać. Ale jedno wiedział na pewno – nie zrezygnuje z niej. Byli już zbyt blisko, by teraz się wycofał.
Nigdy tak o nic nie walczył. Nawet o tytuł Kazekage, jednak… Nigdy nie był zakochany. Albo nie tak mocno. Miał kobiety. Wiele kobiet. Ale czy to była miłość? Bardziej nieposkromiona namiętność, która wypaliła się równie szybko, jak pojawiła. Jednak przy niej… To było coś innego. Przez te kilka dni, nie mógł się skupić. I wiedział, że nadal tak będzie, jeśli ona nie da mu odpowiedzi. Po prostu… Musi wiedzieć, na czym stoi.
- Skończyłam – oświadczyła w końcu, oddychając głęboko. – Ale pewnie jeszcze przez kilka dni będzie boleć. No, i możesz mieć drobne problemy z chodzeniem, więc…
- Odprowadź mnie do pokoju, Anzu.
Spojrzała na niego zaskoczona, ale on tylko się uśmiechnął. A zaraz później usiłował podnieść i…
- Nie muszę…
- To jest rozkaz. – Oświadczył stanowczo. – A rozkaz musisz wykonać.
Nie odezwała się już ani słowem, tylko pomogła mu się podnieść, a następnie wyprowadziła go z gabinetu. I choć on też milczał… Jego ręka mocno ją objęła, a ona by móc iść dalej… Musiała zrobić to samo.
Weszli do jego pokoju. Pomogła mu dotrzeć do łóżka, a później zdjąć strój Kazekage i płaszcz. Widok jego klatki piersiowej sprawiał, że… Miała ochotę go dotknąć, przytulić się do niego. Ale przecież nie mogła.
Odwróciła speszona wzrok, gdy się uśmiechnął. I już chciała wstać, ale… Złapał ją za łokieć, pociągając na poprzednie miejsce.
Zerknęła na niego zdziwiona i spostrzegła, że nie wyleczyła jeszcze jednej, małej ranki. Uśmiechnęła się w myślach; był strasznym detalistą.
W mgnieniu oka uleczyła go, a następnie po raz kolejny chciała wyjść, ale ponownie ją zatrzymał.
- Zostań ze mną – powiedział.
- Ja-jak sobie życzysz, Kazekage-sama – wykrztusiła zaskoczona, siadając obok niego.
Nie powinna. W szpitalu ma bardzo dużo pracy…
- Nie. Zostań ze mną – mężczyzna mocno zaakcentował dwa ostatnie słowa. – Dla ciebie… - stanowczo przyciągnął ją do siebie – już nie jestem Kazekage.
Serce szybciej jej zabiło, w głowie pojawiły się wspomnienia. I choć czuła się tak bardzo winna… Gdy ją pocałował, nie zrobiła nic. A jego ciepłe dłonie powoli przesuwały się po jej ciele, sprawiając, że zatracała się coraz bardziej i bardziej…
- Najmocniej przepraszam – powiedziała, odpychając go i odsuwając się. – Nie powinnam. Lepiej już pójdę.
Wcale tego nie chciała, ale… Czasami trzeba robić rzeczy, których się nie chce. I właśnie dlatego szybkim krokiem skierowała się w stronę drzwi, za wszelką cenę usiłując się nie odwrócić. Jednak nie musiała – on złapał ją za nadgarstek i mocno popchnął na ścianę.
- Czego się boisz? – zapytał, przyciskając jej dłonie do ściany i patrząc prosto w oczy. – Mnie?
- Nie o to chodzi – speszyła się.
- Więc o co?
- To wcale nie jest takie proste – oświadczyła i wyrwała mu się, ale zagrodził jej drogę do wyjścia.
- Jest, tylko ty tego nie widzisz.
- Kazekage-sama – zaczęła, nawet na niego nie patrząc – proszę mnie puścić.
- Wiesz jak mam na imię?
Spojrzała na niego zaskoczona. Dlaczego zadaje tak absurdalne pytania?! Oczywiście, że wiedziała! Wszyscy wiedzieli!
- Wiesz? – nalegał.
- Wiem.
- Więc tak się do mnie zwracaj – powiedział. – To jest rozkaz.
Dziewczyna spuściła wzrok, milcząc. Może to wszystko… Naprawdę było prostsze niż jej się wydaje? Może jednak zasługiwała na to, czego tak bardzo pragnęła?
Mężczyzna zszedł jej z drogi, ale ona nie ruszyła się z miejsca. Teraz, po tym co jej powiedział, tak bardzo pragnęła tu zostać… Może… Może on jeszcze nie zrezygnował? Może jeszcze ją zatrzyma? W końcu nie widziała powodu, dla którego miałby kłamać.
Spojrzała na niego i oparła się plecami o ścianę, nie mówiąc nic, ale on zrozumiał. Jego dłoń delikatnie gładziła jej szyję, a oczy utkwione były w jej tęczówkach. Nie musiała pytać, co się zaraz stanie, bo dobrze to wiedziała. Ale… On też nie mógł sobie na to pozwolić, a jednak to robił.
Pozwoliła, by ją pocałował i dotykał jej ciała z dawno zapomnianą czułością. Pozwoliła, by rozwiązał pasek i zdjął z niej tunikę, a następnie odchyliła głowę lekko w tył, by jego usta obsypały jej szyję pocałunkami, niczym płatkami róż. Tak delikatnie, tak czule… Jego dotyk tak bardzo przypominał jej dotyk dawnego ukochanego.
Było jej dobrze, gdy czuła na sobie jego ciężar, dotyk jego ciepłego ciała. Gdy słyszała jego przyspieszony oddech i ciche, ale tak ciepłe słowa. Było jej dobrze. Tak dobrze, że… Miała ochotę płakać. On był taki dobry… Taki, jakiego sobie wymarzyła. I – trudno było jej to przyznać – ale może nawet lepszy niż Koichi. Jego słowa… Były inne. Dotyk taki sam, ale słowa zupełnie różne od tych, które kiedyś słyszała. Jeszcze bardziej czułe, ciepłe, głębokie. Jeszcze bardziej przenikały jej serce, czyniąc je zupełnie bezbronnym na niego.
Pozwoliła mu się dotykać i kochała się z nim, choć nie miała do tego żadnego prawa. Tylko czy on, jako Kazekage, rzeczywiście mógł sobie na to pozwolić?
~~*~~
Będzie bezpieczniej, jeśli dodam dzisiaj, bo jutro mogę zapomnieć. xD
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. ;D
I dedykacja dla was wszystkich.
PS. Czy mnie się wydaje, czy mam nowego czytelnika? ;DD
PS.2. Istnieje jeszcze jedna wersja tej oto końcowej sceny (bardziej rozbudowana, że tak powiem wprost xD), acz wydała mi się nieco wyrwana z kontekstu. Jeśli jednak chcecie ją przeczytać, proszę, napiszcie o tym w komentarzu, tudzież do mnie na maila, cokolwiek, a wstawię ją na podstronę.
Głosuj (0)
Melissa.
[Powrót] Komentuj» Kot
» 15:49:48 [11-01-2012]| brak www IP: 188.147.139.117
Kiedy następny rozdział ? xdd
» M.M-chan
» 19:11:55 [1-01-2012]| brak www IP: 83.30.71.221
no...widze że nas w tym miesiącu rozpieściłaś...aż 3 notki. Dużo jak na Ciebie.
Wydaje mi się ze Gaara jest tu po dwudziestce....(może nawet bliżej 30... chociaż to by była mocna przesada) Wiem co prawda że wczoraj się świętowało ale i tak życzę Najlepszego w Tym 2012....dużo weny i tak dalej ;)
» Kot
» 13:54:22 [31-12-2011]| brak www IP: 46.205.98.156
No świetnie ;D. Tylko niech będzie więcej rozmów Gaary z Anzu ;p. Niech szybko pojawia się następny rozdział xd. Udanego sylwestra i wszystkiego dobrego na Nowy rok. :D I weny :)
P.S. Nie wiem czemu , ale jak narazie najbardziej podobało mi się opowiadanie 2 ;D
» katrina
» 12:29:58 [31-12-2011]| brak www IP: 91.206.244.1
aaa...i jeszcze jedno!:D ile Gaara ma lat w tym opowiadaniu? Na początku Anzu wspomniała , że Gaara musi być dużo starszy, a teraz , że miał już wiele kobiet, ale wnioskując z tego , że ani Temari ani Kankuro nie są jeszcze zaobrączkowani , to nie mogą być chyba aż tak starzy:D może gdzieś już to pisałaś , tylko się nie dopatrzyłam, ale jakoś nie mogę umiejscowić tych wydarzeń w czasie:D
» katrina
» 12:11:04 [31-12-2011]| brak www IP: 91.206.244.1
jak fajnie - 3 notki w grudniu!!:D oby tak dalej!:D jedno mnie tylko zastanawia...dlaczego Gaara miałby nie móc być z Anzu? bo jest Kazekage, czy dlatego, że Anzu jest z Konohy? ehhh..nie mogę się doczekać następnej notki!! Szczęśliwego Nowego Roku!!!!!! a i oczywiście chętnie przeczytam "rozbudowaną wersję":D:D
» www.karmelek.ownlod.com
» 01:39:38 [31-12-2011]| brak www IP: 89.76.169.248
możesz dodać, ja z chęcią przeczytam. i gaara się fajny robi *o*
ale kurcze ona taka niby silna kobieta, a przy nim jest jak małe dziecko.
