Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
9. Nikła radość.


9. Nikła radość.

21:48:14 [17-12-2011]

Dedykacja dla katriny, zgodnie z życzeniem. ;]
~~*~~

Minęło kilka dni. Anzu gorzej radziła sobie w szpitalu, ciągle była rozkojarzona. Od rozmowy z Kazekage nie spotkała się z Hiyuu, ale wiedziała, że w końcu musi. I musi zakończyć ten romans. Właśnie tak, jak to powiedział Piąty. Tylko… Przed nim też uciekała. Wcześniej akceptowała, że może jej się podobać i nie było to nic strasznego. Ale kiedy on jasno dał jej do zrozumienia, że też nie jest mu zupełnie obojętna, postanowiła się odsunąć. Bo w głębi serca… Chciała skazać się na cierpienie. Winiła się za śmierć Koichiego i swojego dziecka. I twierdziła, że nie zasługuje więcej na szczęście, choć tak rozpaczliwie go pragnęła i potrzebowała. A przecież nie chciała się pocieszać w ramionach kochanków. Chciała miłości. Ale nie potrafiła jej do siebie dopuścić. I właśnie dlatego co wieczór wysyłała Makiko albo Kayoko do gabinetu Kazekage z listą rannych przebywających w szpitalu. Na razie było w porządku. Jednak dobrze wiedziała, że już niedługo sama będzie musiała się tam stawić i nic jej nie wybroni. Będzie musiała z nim porozmawiać, spojrzeć mu w twarz… Tak, to jego spojrzenia bała się najbardziej. Bo bała się w nim zobaczyć zazdrość. W końcu to mogłoby oznaczać tylko jedno. A ona tak bardzo na to nie zasługiwała…
- Anzu – drzwi jej gabinetu otworzyły się i stanął w nich… Jej kochanek.
Była zaskoczona i nie kryła tego. W końcu nie spotykali się od kilku dni, tylko mijali się na korytarzu bez słowa. Ale nie dziwiła się mu, bo musiał wiedzieć, że to przez nią Kazekage wyrzucił go z zespołu. A zakończenie ich krótkiego romansu, który uważała za ogromny błąd, było tylko formalnością. On na pewno miał do niej żal i nie dziwiło jej to. Miał pełne prawo. Po prostu… Zachowała się nieodpowiedzialnie. Jak dziecko, które się zgubiło. Była gotowa wpaść w ramiona każdemu, kto się napatoczy. I chyba za to się najbardziej nienawidziła.
- O, Hiyuu – próbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej tylko krzywy grymas.
- Chcę, żebyś wiedziała…
- Możesz mieć do mnie żal – przerwała mu. – Rozumiem to, masz pełne prawo. Zachowałam się bardzo niedojrzale, przepraszam cię. – Wzięła głęboki wdech – po prostu… Rozstańmy się w zgodzie. Tylko o to cię proszę. Jednak zrozumiem, jeśli się nie zgodzisz.
- Ale… - zaczął, patrząc na nią zaskoczony – ja nie mam do ciebie żalu. Było mi z tobą dobrze, myślałem, że tobie ze mną też.
- Bo tak było – zapewniła go, opierając się o biurko. – Ale nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Kazekage-sama wyrzucił cię przeze mnie.
- Wiem.
- I nadal chcesz się ze mną spotykać?
- Tak.
Zaniemówiła. A on też milczał przez bardzo długi czas.
- Nie możemy.
- Bo?
- Po prostu nie możemy się już spotykać – powiedziała wymijająco.
Jeśli będzie dalej naciskał… Powie mu, jak ważny jest dla niej Kazekage, a tego by przecież nie chciała. Owszem, dotychczas zdarzało jej się powiedzieć za dużo, ale bez większych konsekwencji. Jednakże tego by nie zniosła. Jeśli tylko ktokolwiek by się o tym dowiedział… I już nie chodziło tylko o jej reputację. Chodziło o to, że… Sama bała się do tego przyznać.
- Teraz spotykasz się z nim, co? – zapytał mężczyzna.
- Skąd…
- Zawsze go tytułujesz, nawet jeśli nie ma go w pobliżu. I od czasu, gdy wezwał cię, żeby powiedzieć o mnie, unikasz go. Co się wtedy stało?
- Nic – niemal krzyknęła. – Jak śmiesz posądzać mnie o coś takiego?! – spoliczkowała go. – Myślisz, że kim jestem?! Tanią dziwką?!
Hiyuu złapał się za czerwony policzek, patrząc na nią. Może powiedział za dużo. Może powinien zachować te przemyślenia dla siebie. Bo… Może naprawdę ona nic nie czuje do Piątego? I łączyły ich tylko interesy? W końcu zarządza najlepszym zespołem medycznym w Sunie, na pewno ma dużo obowiązków, papierkowej roboty, którą wieczorami musi z nim załatwiać. Tylko… Dlaczego wraca tak późno i zawsze jest dziwnie szczęśliwa?
- Wybacz, nie myślę tak o tobie – powiedział. – Masz rację – rozstańmy się w zgodzie. Wyjdzie nam to na dobre i ułatwi pracę.
Blondynka wzięła kilka głębokich wdechów, a następnie uśmiechnęła się; tym razem szczerze.
- Cieszę się, że rozumiesz – oświadczyła. – Zawsze… Możemy zostać przyjaciółmi.
- Jasne – zaśmiał się i pocałował ją w policzek. – Dobranoc.
- Dobranoc.
I wyszedł, ale ona jeszcze długo o nim myślała. Z pozoru to mogło wydawać się proste, ale… Wcale takie nie było. W porządku, udało jej się to sprawnie zakończyć, bez kłótni i nieprzyjemności. Ale to nie zmieniało faktu, iż czuła się winna. Bo to przez nią i tylko przez nią, Kazekage go wyrzucił. A on wielokrotnie mówił, jaki jest zadowolony, że może pracować w tak dobrym zespole.
Była po prostu nieodpowiedzialna. Wcześniej myślała, że jest dorosła, ale nie. Tylko jej się wydawało. Wciąż jest takim dzieckiem, jak dawniej. I może dobrze, że straciła ukochanego. Może dobrze, że straciła dziecko. Nie byłaby dobrą matką, wie to. I słusznie nie chce więcej dzieci. Zresztą, nawet gdyby chciała to i tak już nie może ich mieć.
Małe błędy często kosztują nas bardzo dużo. Jej głupi, dziecinny błąd… To, że myślała o wiosce, a nie o swoim szczęściu, pozbawił ją jedynej pamiątki po nim.

„- Koichi… - zaczęła nieśmiało, wbijając wzrok w podłogę. – Muszę ci o czymś powiedzieć.
- A więc słucham. Mów, co tylko chcesz – uśmiechnął się do niej, delikatnie łapiąc ją za podbródek i podnosząc do góry.
Jego śmiałe spojrzenie wcale nie było dobre. Niby wiedziała, że właśnie tak chce ją zachęcić do mówienia, ale… Nie była pewna jego reakcji. Ona sama się cieszyła, choć była jeszcze młoda. I targały nią wątpliwości, jednak wierzyła, że jakoś to będzie. A on? Nigdy o tym nie rozmawiali. Byli parą, ale bez większych zobowiązań. I już nie była pewna, czego on mógłby chcieć.
- Jestem w ciąży – powiedziała szybko, odwracając speszona głowę.
Nie odezwał się, a i ona nie chciała nic mówić. To było wszystko. Wszystko, o czym chciała z nim porozmawiać. Co dalej będzie? Nie ważne. Urodzi to dziecko, nawet jeśli ją zostawi. W końcu to ogromne zobowiązanie…
- Żartujesz?
- Nie, naprawdę. – Spuściła głowę. – Jeśli chcesz… Odejdę. Albo ty możesz odejść. Zrozumiem, jeśli…
Nie pozwolił jej dokończyć. Nie chciał słuchać bzdur, bo skoro będzie ojcem… Przecież to dziecko jest owocem ich miłości! Jakże mógłby go nie chcieć?!
Pocałował ją. I był pewien, że już poznała jego odpowiedź. Bo wiek nie był istotny. Na miłość… Nigdy nie jest za wcześnie. I za późno też nie.”

Zacisnęła oczy, a dłonie zaczęły jej lekko drżeć. Tamte wspomnienia… Ciągle były takie żywe. Jego słowa, jego pocałunki… Wszystko, co dla niej zrobił. Każda chwila, w której go potrzebowała, a on był obok.
Tamta miłość… Była piękna. Ale ona ją zniszczyła przez własną nieodpowiedzialność. A teraz znowu coś komuś odebrała.

„- Anzu – zaczął surowym tonem. – Musisz pójść do Hokage i mu powiedzieć.
- A… - zmieszała się, odwracając wzrok. – Tak, zrobię to. Jutro…
- Zawsze mówisz jutro! Chcesz, żebym ja to zrobił?!
- Nie! – dziewczyna złapała go za koszulkę. – Sama pójdę, tylko… Tak bardzo się boję, że będzie zły.
- A chcesz, żebym ja był?
- Nie stawiaj przede mną takich wyborów! – Głos jej się załamał.
Przytulił ją, nie mówiąc już nic. Nie chciał naciskać, a jednocześnie wiedział, że ona musi powiedzieć Hokage o ciąży. I to jak najszybciej. W tym stanie po prostu nie mogła walczyć.”


Otworzyła oczy, a kilka łez rozbiło się o blat drewnianego biurka, przy którym siedziała. Już wtedy nie potrafiła dokonywać wyborów. A tym bardziej słusznych. Potrafiła tylko uciekać. Ciągle udzielać wymijających odpowiedzi i wmawiać sobie, że tak jest dobrze. A przecież nie było. Bo właśnie przez to, to wszystko się wydarzyło. Głupia, nieodpowiedzialna!

„- Anzu… - zaczęła Ino, podchodząc do niej.
- Słucham? – dziewczyna odłożyła gazetę. – Mam w czymś pomóc?
- Chodzi o Koichiego.
- Już wrócił? – zdziwiła się niebieskooka, wstając.
- Nie, Anzu. – Kunoichi spojrzała na nią ze współczuciem. – On… Nie żyje.”


Z tamtej chwili… Pamiętała tylko to. I nie chciała przypomnieć sobie więcej. Bała się większej odpowiedzialności i poczucia winy, bo już teraz nie dawała sobie rady. I nie ważne, że wszyscy aż to znudzenia powtarzali, że to przecież nie jej wina. Że nic nie mogła poradzić. Bo mogła. Mogła powiedzieć Hokage zaraz, jak się dowiedziała. Ale wolała poczekać.
Każdy lubi być czasem egoistą. Jednak ona chciała być dobra, pomocna innym. Chciała być altruistką, zapominając, że czasem trzeba pomyśleć o sobie. A nawet więcej – całkowicie wrzucić siebie na pierwszy plan. Może, gdyby wtedy to wiedziała…

„- Prosił, żeby przekazać, że… Bardzo cię kochał. Ale przecież to wiesz.
Ino wyszła.”

„- Kochałeś mnie, Koichi? – zapytała samą siebie, gdy leżała w szpitalnej sali. – A teraz też mnie kochasz? Kochasz mnie, widząc jaka jestem głupia? Co narobiłam?! Tak bardzo pragnąłeś tego dziecka… Przepraszam cię, Koichi. Przepraszam…”


Czas… Nie leczy ran. On tylko przyzwyczaja nas do bólu. Ale ona chciała się ich za wszelką cenę pozbyć. Chciała wyzbyć się poczucia winy, które sama na siebie nałożyła. Jednak nie dawała rady.
Kochała Koichiego bardzo mocno. Bardzo mocno. Ale coś mu odebrała. I tego nie potrafiła sobie wybaczyć.
~~*~~

Za tydzień też postaram się coś dodać. ;D
Głosuj (0)

Melissa.

[Powrót] Komentuj

» Mizuri

» 12:18:47 [23-12-2011]
| brak www IP: 178.56.202.59

Oj dawno mnie tu nie było:] Ale spokojnie nadrobiłam już rozdziały:]
Anzu odtrąciła Gaarę bo w jej mniemaniu nie mają szans na miłość. Po jej wcześniejszych przeżyciach nie dziwię się jej. Boi się miłości i tyle.
Gaara był taki...zaborczy, jak przewidziałam:]
Czasami żal mi Anzu...ale z drugiej strony z chęcią bym jej wpier***. Mogłaby w końcu wziąć się w garść. To jej odrzucanie miłości na siłę staje się irytujące.
Czekam na następną notkę z niecierpliwością:]
A i jeszcze cieszę się, że Kankuro jest z Matsuri. Każdy ma prawo do szczęścia.
Pozdrawiam i życzę weny :D
Wesołych Świąt!!!!!!:*

» M.M-chan

» 17:55:48 [20-12-2011]
| brak www IP: 83.26.251.248

Biedna Anzu.....niech szybko zmądrzeje bo urażony Gaara na pewno z powrotem szybko jej do siebie nie dopuści. Im szybciej zrozumie że trzeba mimo wszystko żyć dalej tym będzie szczęśliwsza.

» katrina

» 21:09:07 [19-12-2011]
| brak www IP: 91.206.244.1

ahhh... z jednej strony żal mi Anzu a z drugiej miałabym nią ochotę porządnie potrząsnąć! ehhhh...mam przeczucie, że zraniona duma Gaary będzie kolejną przeszkodą na drodze do szczęścia:D ale kto powiedział , że będzie łatwo!:D dziękuję za dedykacje!!!! :D czekam na kolejną notkę!:D

» www.karmelek.ownlog.com

» 22:48:22 [17-12-2011]
| brak www IP: 89.76.169.248

opowiadanie jest stare, gdy byłam naiwna i wierzyłam że faceci sa zdolni do wielu rzeczy.

a twoje opowiadanie... treściwe w fakty ale brakuje mi gaary. jestem zbyt wielką jego fanka.