8. Cena złamanych zasad.
22:15:39 [26-11-2011]
Wracam do dedykowania postów.Zatem dzisiejszy rozdział dedykuję Takadzie.
Jeszcze ktoś może chce dedykację? ;D
~~*~~
Kolejny dzień zaczął się nadzwyczaj spokojnie. Anzu prawie nie miała, co robić, w szpitalu był bardzo mały ruch. I dzięki tej krótkiej chwili wytchnienia, miała szansę lepiej zapoznać się z zespołem. A, gdy Hiyuu wyszedł po kawę, jej podwładne przyznały, że bardzo im się podoba, a ona… Poczuła się okropnie. Bo one były naprawdę bardzo miłe, a… Po prostu czuła się, jakby im coś odebrała. W końcu ona go miała. Miała go fizycznie, a w obecnym czasie to bardzo dużo. I ośmieliła się stwierdzić, iż one za te kilka chwil, oddałyby bardzo dużo. Tymczasem ona… Nawet go nie kochała. I jakoś specjalnie też jej się nie podobał. Tak naprawdę nie miała pojęcia, dlaczego z nim jest. Chyba tylko po to, by siebie oszukać, że wcale nie jest taka samotna, jak jej się wydaje.
- A tobie kto się podoba, Anzu-sama? – zapytała Makiko.
Palnęła jakąś głupotę, a one się roześmiały. Ale tak naprawdę… Odpowiedź wcale nie była zabawna. Bo czy mogła śmiać się z tego, że podobał jej się Kazekage? Że bolała ją ich sprzeczka? Że chyba zaczęła myśleć za dużo, robiąc sobie niepotrzebne nadzieje. Bo nawet jeśli kiedykolwiek odwzajemniłby jej uczucia… I tak nie mogliby być razem.
- Hej, Anzu – w drzwiach stanął Kankurou. – Gaara wzywa cię do siebie.
Kobieta skinęła tylko głową, a następnie wyszła za nim, kierując się w stronę gabinetu Kazekage. Trochę się bała. Bo od wczorajszej kłótni jeszcze nie rozmawiali. Czy… Czy powinna go przeprosić? A może on ją przeprosi? A może wezwał ją tylko po to, by wymusić na niej przeprosiny? Sama nie wiedziała, ale… Z każdym kolejnym krokiem, rósł jej niepokój. Coś… Coś chyba było nie tak.
- Powiedź mi coś – zaczął Kankurou. – Co między wami jest?
- Nic – odpowiedziała stanowczo. – A nawet, gdyby było… Dobrze wiesz, że mi nie wolno…
- Miłość nie pyta czy wolno – mężczyzna uśmiechnął się, zatrzymując się. – Ale w porządku. Wierzę ci.
Rzuciła mu przelotne spojrzenie, a następnie niewiele myśląc, nacisnęła klamkę i weszła do środka.
- Kazekage-sama – jak zwykle stanęła naprzeciw jego biurka.
- Hiyuu nie należy już do twojego zespołu.
- D-dlaczego?! – wykrztusiła zaskoczona. – Przecież świetnie sobie radzi, jest mi potrzebny…
- Prywatnie czy w pracy? – zapytał Kazekage, zbijając ją z tropu.
Nie spodziewała się takiego pytania, ale to mogło znaczyć tylko jedno – ktoś się dowiedział. A jej wcale się nie wydawało, że wtedy ktoś wszedł. I zapewne był to Kyoji, bo przecież to wręcz idealny powód, by ją zranić, podłożyć nogę, zniszczyć. A w końcu do tego dążył, odkąd się pojawiła i uraziła jego dumę.
- To… - zaczęła, przygryzając dolną wargę – Kyoji mnie wydał?
- Chcesz wiedzieć? – Kazekage podszedł do niej z dziwnym uśmiechem na ustach.
Kobieta powoli skinęła głową. Nie była do końca pewna, czy chce, ale…
- Osobą, która wtedy weszła do twojego gabinetu… - spojrzał jej prosto w oczy – byłem ja. Nie Kyoji, ale ja was widziałem.
Niebieskooka nie miała pojęcia, co powiedzieć. Czuła ogromny wstyd, nie wiedziała jak się zachować. A on tylko patrzył na nią tymi swoimi pastelowo-zielonymi oczami, wprawiając w dodatkowe skrępowanie. I sama nie wiedziała dlaczego, ale czuła się, jakby go zdradziła. Czy naprawdę aż tak mocno się do siebie zbliżyli przez te kilka rozmów? Nawet jeśli, teraz już nic nie będzie takie samo. Słowa, które kiedyś wypowiadała z taką swobodą, już nigdy nie będą takie same. Bo on wie. To on ją widział, jak oddawała się innemu mężczyźnie. A tamte kilka słów… Niebywale ją do niego zbliżyło.
- Przeniosę go do innego zespołu. Na jego miejsce możesz wybrać każdego. A, i jeszcze jedno – mężczyzna mocno popchnął ją na biurko, pochylając się nad nią i przyciskając jej ręce do blatu – zakończ ten romans.
Była w szoku. Nie miała pojęcia dlaczego to zrobił i dlaczego jego oczy były pełne zazdrości. Jednak jednego była pewna – on nie mógł jej kochać. A nawet jeśli kochał, to nie miało to żadnego znaczenia.
- Dlaczego? – zapytała cicho.
- Chcesz znać odpowiedź? – Przytaknęła. – Bo chcę cię dla siebie.
Nie mogła uwierzyć w jego słowa. W głębi serca bardzo chciała, ale wiedziała, że nie może. Bo to byłoby spełnieniem jej głęboko skrytych marzeń. Głęboko, na dnie duszy. W zakamarku, którego nawet nie podejrzewała o istnienie.
- Chcę cię dla siebie – powtórzył, przybliżając się do niej i oswobadzając jej ręce. – Bądź ze mną.
- Nie, nie mogę – powiedziała speszona, odpychając go i podnosząc się z biurka. – Wybacz, Kazekage-sama.
I już chciała go wyminąć, ale… Ponownie popchnął ją na blat biurka, łapiąc za podbródek.
- Możesz. A ja chcę być tym, kim on był dla ciebie – szepnął, a następnie pocałował ją.
Jego dłonie mocno oplotły się wokół jej talii, bo ponownie próbowała go odepchnąć. Jednak, gdy nie oddawała jego pocałunków… W końcu ją puścił. Ale nie chciał wierzyć, że ona do niego zupełnie nic nie czuje.
- Przepraszam najmocniej, Kazekage-sama – mruknęła, spuszczając głowę.
I wyszła, czując na sobie jego spojrzenie. Nie, nie wyszła. Uciekła. Ale dobrze wiedziała, że powiedziała mu prawdę. Nie mogła z nim być, co jednak nie znaczyło, iż nie chciała. Bo chciała. Już dawno niczego tak bardzo nie pragnęła, ale… Przecież była dorosła. Dobrze wiedziała, że w tym piekle dziecinne marzenia się nie spełniają.
Jednak tamten pocałunek… Był dla niej spełnieniem marzeń. Może nie chciała się do tego otwarcie przyznać, ale właśnie tego pragnęła. I chciała… Chciała być jego kochanką. Pragnęła, by jej dotykał, choć nigdy nie będzie mogła mu na to pozwolić. I sama też nie będzie mogła go dotknąć. Bo uczucia się w tym świecie nie liczą.
*
Brązowo włosy mężczyzna kierował się w stronę swojego pokoju. Był zmęczony, od dwóch dni niemal nie zmrużył oka, ale… Widząc ją opierającą się o ścianę, obok drzwi jego sypialni, na jego ustach mimowolnie pojawił się uśmiech.
„- Kankurou-senpai… Dziękuję, że mnie ochroniłeś.
- Och, daj spokój – burknął speszony chłopak, odwracając wzrok. – Tego wymagało nasze zadanie.
W pierwszej chwili wyglądała, jakby ją uraził, ale zaraz później uśmiechnęła się szeroko.
- Mimo wszystko dziękuję.
Po tych słowach przytuliła się do niego mocno, a on… Nie miał pojęcia, co zrobić. Ona… Zawsze kochała jego brata. Zawsze widziała tylko jego, a on sam… Nie miał pojęcia kiedy, ale zaczął w niej dostrzegać kogoś więcej niż tylko zwykłą kunoichi z Suny. Ale to nie było złe. Tylko… Kompletnie się nie poznawał. Bo zawsze był opanowany, stanowczy, nieosiągalny, a czasami nawet chłodny. Przy niej… Zdekoncentrowany, przywiązywał wagę do najmniejszych szczegółów, bał się swoich uczuć.
- Przestań mi ciągle dziękować – powiedział w końcu. Chyba nie był zbyt miły… - Po prostu następnym razem bardziej się postaraj.
- Oczywiście, senpai – dziewczyna obdarzyła go ciepłym uśmiechem, a następnie odwróciła się i odeszła.
A, co gdyby za nią poszedł? Nie, bez sensu. Bo choć chciał z nią być… Nie potrafił i ciągle mówił coś niestosownego. I nawet jeśli tego nie okazywała… Na pewno czuła się urażona.
Bez sensu. Był z wieloma dziewczynami, a żadna nie wpływała na niego tak, jak ona. Czy z nim… Było coś nie tak? Bo przecież niemożliwe, żeby nagle się zakochał.”
- Czekałam – kobieta powitała go uśmiechem. – Już myślałam, że nie przyjdziesz.
- Anzu mnie zatrzymała – oświadczył, odsuwając drzwi do swojego pokoju. – Wejdź.
Kunoichi przewróciła oczami, a następnie westchnęła głośno i weszła do pomieszczenia.
- Ciągle tylko Anzu i Anzu – powiedziała, robiąc obrażoną minę. – Jeszcze trochę i będę zazdrosna!
Mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony, a zaraz później roześmiał się szczerze.
„-Kankurou-senpai, dziękuję za pomoc – dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, podchodząc blisko niego.
Tak, właśnie o tym marzył. I jak ona myśli, dlaczego jej pomógł? Czy nie może pojąć, iż jest dla niego kimś szczególnym? Nie, jeśli czeka na słowa, może się nie doczekać. Nigdy jej tego nie powie! Nie… Może po prostu jeszcze nie teraz.
- To mój obowiązek, w końcu… - zaczął jak zwykle niezbyt miło, ale… Bał się.
Tak bardzo bał się przyznać przed nią, że jest dla niego ważniejsza niż kiedyś, bo… Bo bał się, że go odrzuci. Bał się wszystkiego! Tchórz, zwykły tchórz! I on jest jouninem?! Przy niej boi się własnego cienia!
- Dziękuję – uniosła się na palcach i pocałowała go w policzek, a zaraz później odwróciła się. – A, senpai… - zerknęła na niego przez ramię. – Nie chciałbyś…
- Ale…
- Wiem, że jesteś bardzo zajęty – pokiwała przytakująco głową. – Ale ja się dostosuję, naprawdę.
- A twoje treningi?
- Gaara-sensei nie ma teraz prawie w ogóle czasu – ponownie odwróciła się w jego stronę. – Więc może… Chciałbyś pójść ze mną na kawę, senpai?
„To ja powinienem to powiedzieć!”, krzyczał w myślach, ale dobrze wiedział, że nigdy się na to nie odważy. A skoro ona zrobiła pierwszy ruch… Musi się zgodzić. Taka okazja już może się nie powtórzyć! A, o czym będzie z nią rozmawiał… Nad tym problemem pomyśli później.
- W porządku. Teraz mam wolną chwilę… - zaczął, uciekając wzrokiem gdzieś na bok.
- Świetnie, chodźmy – Matsuri uśmiechnęła się szeroko i pociągnęła go za rękę.
Czy ona… Nadal kocha Gaarę?”
- Oj, kochanie – powiedział, całując ją w czubek głowy. – Wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza.
- Żartowałam przecież – zaśmiała się, przechylając głowę na bok.
Usiadł obok niej, a ona położyła mu głowę na kolanach.
- Tęskniłam za tobą, wiesz? – szepnęła, wplatając dłoń w jego włosy.
Odpowiedział jej uśmiechem. A zaraz później pochylił się nad nią i namiętnie pocałował w usta.
„- Kankurou-senpai, dziękuję, że mnie odprowadziłeś – powiedziała. – I, że w ogóle zgodziłeś się ze mną pójść na kawę…
- Wiesz… - zaczął – jeśli znajdziesz czas jutro… Chyba moglibyśmy to powtórzyć.
- Naprawdę?! – jej oczy rozbłysnęły dziwnym blaskiem.
Te kilka godzin, które spędzili… Wcale nie były takie ciężkie i nudne, jak się spodziewał. Bo tematy do rozmów same się znalazły, a ona wcale nie była taka śmiała, jak myślał.
- Naprawdę – uśmiechnął się.
- W takim razie… Do zobaczenia – odwzajemniła jego gest i położyła dłoń na klamce.
Odwróciła się i zrobiła kilka kroków. Ale… Teraz zapragnął jej dotknąć.
Złapał ją za rękę, zdejmując z klamki. A ona odwróciła zdziwiona głowę, w efekcie czego ich usta się zetknęły. I nie ważne, że to była ich pierwsza randka. Marzyła o tej chwili, marzyła! On… Był pierwszym chłopakiem, którego mogła dotknąć. Z którym mogła się spotkać. I, z którym miała szansę być w przyszłości.
- W takim razie… - oderwał się od niej. – Do zobaczenia.
I odszedł. Ale przecież to był dopiero początek.”
- Kochaj się ze mną… - szepnęła, zdejmując z niego koszulkę.
- Jestem zmęczony… - powiedział, prostując się. – Ty nie?
- Dla tej krótkiej chwili z tobą… - zaczęła, siadając obok niego – nigdy nie będę zmęczona.
- W takim razie najpierw pozwól mi się wykąpać – zaśmiał się mężczyzna, wstając. – Byłem na froncie przez dwa dni.
- O, nie! – oburzyła się, idąc za nim do łazienki. – Już ja cię znam! Zanim wrócisz, zdążę zasnąć.
- Och, przejrzałaś mnie? – spojrzał na nią niewinnym wzrokiem. – Znowu?
- Idę z tobą – oświadczyła stanowczo, a następnie wepchnęła go do łazienki, zamykając drzwi.
- Nie, żebym miał coś przeciwko… - wymamrotał, a zaraz później już leżał na podłodze.
„- Ee… Senpai?
- Chciałbym ci w końcu coś powiedzieć.
- Tak? – zapytała, patrząc na niego uważnie.
- Kocham cię i kompletnie mnie nie obchodzi, czy ty mnie też – oświadczył.
Bał się jej reakcji, ale… Zupełnie niepotrzebnie. Bo ona tylko rzuciła mu się na szyję, całując po całej twarzy. A później… Szepnęła mu do ucha to samo.
Już rozumiał, dlaczego przy niej czuł się inaczej, niż przy pozostałych dziewczynach. Nie tylko to, że ją kochał. Ona po prostu… Była inna.”
Tej nocy kochali się w wannie. A później zasnęli, nie mówiąc słowa o swoich obawach. A przecież było ich dużo. Z każdym dniem coraz więcej, bo… Suna powoli upadała. A oni już nie dawali sobie rady. Każdy ich dotyk… Mógł być ostatnim. Ale najwyraźniej piekło lubiło dyktować własne zasady.
~~*~~
Ha! A jednak czasami potrafię być nieprzewidywalna, prawda? ^^
Głosuj (2)
Melissa.
[Powrót] Komentuj» M.M-chan
» 18:02:38 [3-12-2011]| brak www IP: 83.7.69.250
Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Może nie dokładnie przeczytałam ale czemu nie może z nim być ?O ile wiem miłości Kage to nie Jedi....może miec kogos kogo kocha ;)
» katrina
» 12:52:25 [27-11-2011]| brak www IP: 91.206.244.1
zgadza się - potrafisz zaskakiwać!! Ja tu wchodzę po pewnej nieobecności i czekają nie jedna a dwie notki!! I nareszcie zaczyna się rozkręcać!! Szkoda , że Anzu odepchnęła Gaarę , ale on też jakoś dziwnie się zachował;/ no nic pozostaje czekać z utęsknieniem na następną notkę!!
PS. Zaklepuję następną dedykację!! uahaha
» www.karmelek.ownlog.com
» 23:10:54 [26-11-2011]| brak www IP: 89.76.169.248
sie porobiło. ale kurcze kusisz no. pisz szybciutko. chce wiedzieć czy ona sie zlamie, bo jak narazie to gaara koło niej skacze xd
