7. Odkryty sekret.
22:52:13 [19-11-2011]
Wioska Liścia przez bardzo wiele lat cieszyła się respektem i olbrzymią potęgą. Nie tylko ze względu na swoje wpływy w świecie shinobi, ale także na program kształcenia uczniów, dzięki czemu stawali się naprawdę silni. Ponadto w Akademii wpajano im coś jeszcze. Bo prócz nie pohamowanej żądzy potęgi, uczniowie czuli niepodważalny obowiązek obrony wioski zawsze, gdy zajdzie taka potrzeba. Nie ważne, że trzeba będzie zostawić bliskich, nie ważne, że dla osoby postronnej może to być głupota. Akademia Ninja dbała o wykształcenie dzieci na świetnych shinobi, a jednocześnie wychowywała ich w duchu zobowiązań wobec osady. I właśnie temu Konoha zawdzięczała swoją wielkość. Każdy bez wyjątku ginął w jej obronie, zostawiając najbliższych. Ale… Zawsze pojawia się ktoś, kto musi złamać reguły. I nie ważne, że wcześniej przestrzegał ich do bólu. Nie istotne, że już bardzo wiele zrobił dla wioski. Skoro złamał zasady… Był nikim. Ale choć społeczeństwo najwyraźniej uznało go za egoistycznego drania, Siódmy Hokage stanął po jego stronie.Znał go od bardzo wielu lat. Zawsze egoistyczny, zadufany w sobie geniusz. A jednak… Z nim potrafił rozmawiać. I może nigdy jakoś szczególnie się nie przyjaźnili, ale Naruto aż nadto rozumiał jego zachowanie. Bo, gdyby Hinata była w niebezpieczeństwie… Już nie ważne, że on może zginąć, że może wioska bardzo go potrzebuje, że może mógłby ocalić więcej niż jedną osobę. Dla niej… Poświęciłby wszystkich innych. Ona była tą, w którą wpatrywał się jak w obrazek. Reszta świata jest tylko niewyraźnym zarysem czegoś, co niewiele go obchodzi. I chyba tak samo myślał Neji.
- Hokage-sama?
- Gdy tylko wojna się skończy… - zaczął, patrząc na zniszczoną wioskę – własnoręcznie wyryję nazwisko Nejiego na tablicy pamiątkowej.
- Ale… dlaczego?
- Masz kogoś bliskiego, Kiba? – zapytał blondyn, odwracając się w jego stronę; mężczyzna przytaknął. – W takim razie postaw się w jego sytuacji. I powiedź mi, co byś zrobił.
- Ale…
- No właśnie – Hokage uśmiechnął się pod nosem. – Nie wstydź się swojego egoizmu. W tej dziedzinie życia wszyscy tacy jesteśmy.
Inuzuka spuścił głowę, a następnie mruknął niewyraźne pożegnanie i opuścił pomieszczenie. Może… Nie - na pewno Naruto miał rację.
*
Średniego wzrostu blondynka kroczyła długim korytarzem, kierując się w stronę gabinetu Kazekage; mężczyzna od pewnego czasu bardzo często wzywał ją do siebie. I często nie były to sprawy służbowe. Wręcz przeciwnie – czysto prywatne, jednak… Nie potrafiła mu odmówić. Nie potrafiła mu powiedzieć, że nie ma czasu, że znowu będzie musiała zarwać noc. Ale też nie żałowała. Tych kilka chwil w jego towarzystwie, odbudowywało jej upadłe ideały. Bo był dla niej życzliwy zupełnie bez powodu. W końcu nic dla niego nie zrobiła. Jeszcze…
Coraz częściej o tym myślała. I o swoim romansie również. Powoli… Zaczynało ją to męczyć. Bo z nim nie rozmawiało jej się tak dobrze, jak z Kazekage. W nim nie było czegoś, co kazałoby jej zostać i słuchać. Jej kochankowi zwyczajnie brakowało stanowczości, przez co nie miała poczucia bezpieczeństwa w jego towarzystwie. Natomiast przy Kazekage… Świat był mniej szary niż w rzeczywistości. I nie miała pojęcia, jak on to robi, ale wystarczało jej kilka jego słów, delikatny uśmiech, przelotne spojrzenie, i już czuła się lepiej. Czuła się tak, jak kiedyś. Jak wtedy, gdy jeszcze jej ukochany żył. I nim się spostrzegła… Jej reakcje zaczęły bardzo przypominać tamte, gdy była w jego towarzystwie. Ale przecież nie mogła się zakochać. To na pewno nie było to. I on też sobie na to nie pozwoli.
- Masz dla mnie listę rannych?
- Jak zawsze – uśmiechnęła się i podała mu zwój.
Mężczyzna zerknął na nią, a następnie rozwinął go. Jego pastelowo-zielone tęczówki powoli przesuwały się po papierze, aż w końcu się zatrzymały.
- Temari jest ciężko ranna? – zapytał.
- Nie, ale jest w ciąży – odpowiedziała kunoichi. – Z racji tego nie może dalej walczyć.
- Czekaj – Kazekage odłożył zwój na biurko. – Co to znaczy: jest w ciąży? Co znaczy, że nie może walczyć? Jest jedną z najlepszych shinobi, nie może odejść.
- Ale…
- Nie ma żadnego ‘ale’. Ona będzie walczyć tak, jak dotychczas.
- Nie możesz…
- Jakim prawem mówisz mi, co mam robić? – zapytał, patrząc na nią zimnym wzrokiem.
- Jestem medykiem. W tej kwestii mam więcej do powiedzenia – oświadczyła.
- A ja jestem Kazekage i Temari podlega mojej władzy. Ty również.
- Jesteś okrutny – powiedziała, zapominając o szacunku, jakim go darzy.
On, na jej oczach, chce pozbawić inną kobietę tego, co ona sama kiedyś straciła. Nie. Nie pozwoli mu na to. I nie ważne, że nie ma prawa się z nim kłócić, a co dopiero dyktować mu zasad, ale…
- Temari jest twoją siostrą – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy. – Gdyby była kimś innym… Twoją narzeczoną. Pozwoliłbyś jej walczyć?
- Jak śmiesz?!
- Nie pozwolę ci odebrać jej tego, czego ja sama już nie mam – oświadczyła stanowczo.
- Tak? – prychnął. – Jeśli kiedyś zostaniesz kage porozmawiamy o tym, na co można sobie pozwolić. Myślisz, że to takie proste.
- To jest proste, tylko ty tego nie widzisz – mruknęła, a następnie obrzuciła go pogardliwym spojrzeniem i ruszyła w kierunku drzwi.
Jednak nim zdążyła dotknąć klamki, usłyszała jego głos:
- Znaj swoje miejsce, Anzu.
Już mu nie odpowiedziała. Wyszła, bo wcale nie chciała się z nim kłócić. Nie chciała stracić osoby, z którą tak swobodnie się jej rozmawia. Jedynej osoby, która zaczęła coś dla niej znaczyć od czasu śmierci Koichiego. I nie ważne, że nie ma nawet prawa, by myśleć o nim w ten sposób. Jeśli miała się w nim zakochać to i tak się zakocha, a bez względu na to, czy mu powie, czy też nie, te uczucia nic nie znaczą. Nigdy nie znajdą spełnienia. Nie w tym świecie.
*
Czerwono włosy mężczyzna siedział przy biurku, przeglądając kolejne bardzo ważne papiery. Przeglądał i przeglądał, ale tak naprawdę… Kompletnie nie mógł się skupić. Po kłótni z Anzu nie mógł już się niczym zająć. Bo jego myśli ciągle krążyły tylko wokół niej. I wokół słów, które wypowiedziała: „Nie pozwolę ci odebrać jej tego, czego ja sama już nie mam”. Czy to znaczy, że ona też już była w ciąży? A może nawet urodziła dziecko i je straciła? Nie wiedział, choć te słowa bardzo wiele wyjaśniały. Ale choć może do końca tego nie pojmował… Po wpływem tej sprzeczki podjął decyzję – więcej nie wyśle Temari na front. Może Anzu naprawdę miała rację. Może był okrutny, może egoistyczny. W końcu to, co jej na końcu powiedział… Nie, nie zachował się właściwie. Nie ważne, że był Kazekage. W końcu widział jak bardzo go szanuje. Bo nawet teraz, gdy już się do siebie zbliżyli, ciągle zwracała się do niego oficjalnie, przez co momentami czuł się głupio. Opowiadał jej o swoim życiu, ona mu o swoim, ciągle wplatając w zdania „Kazekage-sama”.
- Gaara – drzwi pomieszczenia otworzyły się i stanął w nich Kankurou.
- Hm?
- Potrzebujemy ludzi na froncie – oświadczył brązowo włosy, zamykając za sobą drzwi.
Pastelowooki westchnął głęboko, odkładając papiery; i tak nic z nich nie zrozumiał.
- Ale ja już nie mam ludzi.
- Wiem – powiedział Kankurou, opierając się plecami o ścianę. – Ale chyba mógłbym jeszcze zabrać Matsuri. No, i Temari.
- Temari już z tobą nie pójdzie.
- Dlaczego? – zdziwił się mężczyzna.
- Jest w ciąży.
Szatyn przez dłuższą chwilę milczał. Jego siostra w ciąży? Ale z kim?! Od kiedy? I dlaczego to zrobiła? Przecież dobrze wie, jaka jest potrzebna!
- Z kim?
- Nie wiem.
- A… - Kankurou położył dłoń na klamce. – W takim razie zabiorę tylko Matsuri.
- W porządku.
Starszy mężczyzna opuścił pomieszczenie, ale Kazekage nie wrócił do pracy. Ta sprzeczka z Anzu nie dawała mu spokoju. I dobrze wiedział, że nie przestanie o niej myśleć, dopóki jej nie przeprosi. Albo dopóki nie porozmawiają, jak kiedyś…
Westchnął z rezygnacją, a następnie wstał i wyszedł z gabinetu. Idąc uliczkami Suny myślał o tym, że ona powinna go przeprosić, ale szybko dotarło do niego, jakim jest egoistą. Bo on też musi czasem pochylić czoło i pokłonić się komuś innemu.
Wszedł do szpitala; na korytarzu panował straszny zamęt, ale nigdzie nie dostrzegł Anzu. I kierując się w stronę jej gabinetu był pewien, że jej nie zastanie, bo skoro jest tylu rannych, na pewno jest na sali operacyjnej albo gdzieś indziej. Na pewno jest bardzo zajęta. Ale może jednak znajdzie dla niego chwilę? Cóż, jeśli nie będzie jej w gabinecie, poszuka jej gdzieś indziej. Po prostu… Musi ją przeprosić.
Nacisnął klamkę, nawet nie fatygując się, by zapukać; był przekonany, że jej tam nie ma. Jednak, gdy tylko uchylił drzwi, do jego uszu dobiegły dziwne dźwięki. W całym pomieszczeniu panował mrok, więc nie zdołał rozpoznać nikogo, jednakże… To musiał być jej głos. Jej i jeszcze kogoś. Jakiegoś mężczyzny.
- Hiyuu… - jęknęła, a on zacisnął usta.
Był zły. Sam nie wiedział dlaczego, ale… Poczuł ukłucie zazdrości. Ona… Miała kogoś. Była z jakimś innym mężczyzną, ale… Chyba zaczęła dla niego zbyt wiele znaczyć.
Bez słowa opuścił pomieszczenie i wrócił do swojego gabinetu, mając świadomość, że niczego już dzisiaj nie zrobi. I, gdy znowu męczył się z papierami, dotarło do niego, że był zły, bo… Bo sam chciałby być na miejscu tamtego chłopaka. Sam chciałby trzymać ją w ramionach i dotykać jej ciała, tak samo jak on to robił. Chciałby, żeby… Żeby to właśnie z nim była. Z nim i z nikim innym.
*
Blond włosa kunoichi zakończyła pracę i udała się do swojego gabinetu. Co prawda na korytarzu wciąż było bardzo wielu ludzi, ale większość odniosła tylko powierzchowne rany, które każdy – nawet początkujący – medyk jest w stanie szybko wyleczyć. I jeszcze zanim zniknęła za drzwiami, kochanek rzucił jej przelotne spojrzenie. Spojrzenie, które mówiło: „Zaraz do ciebie przyjdę. Poczekaj chwilę”.
I czekała. Usiadła na biurku w najciemniejszym kącie pomieszczenia i czekała. Aż w końcu przyszedł. Uśmiechnął się, jak zawsze, a jego spojrzenie… Znowu rozbudziło w niej potrzebę bliskości. Choćby najbardziej pozornej i niewłaściwej. Bo seks bez miłości był niczym.
- Hiyuu… - jęknęła, mocno obejmując jego kark dłońmi.
Było dobrze, choć nie wspaniale. I z nim jeszcze nigdy nie czuła się tak, jak z Koichim, przez co upewniała się, iż to tylko przelotny romans, który zapewne niedługo któreś z nich zakończy.
Otworzyła oczy, a do jej uszu dobiegł ledwo dosłyszalny dźwięk zamykanych drzwi; szybko spojrzała w ich kierunku, lecz… Nikogo tam nie było. Jednak przed chwilą… Czy to możliwe, żeby ktoś ich widział? A może… Tylko jej się wydawało. Nie – na pewno jej się wydawało.
~~*~~
Nie mam nic na swoją obronę, więc możecie mnie pobić. xD
Głosuj (0)
Melissa.
[Powrót] Komentuj» M.M-chan
» 21:52:32 [20-11-2011]| brak www IP: 83.10.122.48
Ech...może jak będę Cię częściej "nawiedzać" w komentarzach to więcej napiszesz co ?...
Czytając to troche dziwnie się czuje...cały czas nie moge się oswoić z tym, że Gara jest dorosły...jakieś to dla mnie dziwne. No i wszystko jest takie króciutkie...Więcej przemyśleń...więcej ich rozmów...więcej, więcej...nie wiem czego ale czegoś tu jest za mało.
Zabiłaś Neji'ego ? Zakladam, że zginął za TenTen....mogłabyś wrzucić o niej w takim razie jakis akapit...no i trochę o Temarii...niech mu powie że jest w ciąży.,...
Ale je od Ciebie wymaga..a ty pewnie i tak tego nie czytasz xD
T.N.F
M.M-chan
» Mizuri
» 13:01:18 [20-11-2011]| brak www IP: 178.56.201.71
Cieszę się, że oboje w końcu zdali sobie sprawę ze swoich uczuć. W pewnym stopniu oczywiście. Anzu mniema, że zakochała lub zakochuje się powoli w Kazekage. Gaara natomiast odczuwa pożądanie i patologiczną wręcz chęć posiadania Anzu tylko dla siebie.
Jestem bardzo ciekawa jak to się skończy.
Neji zginął....szkoda. Lubię tę postać.
Powiem szczerze, że jak zaczęłam czytać to pomyślałam, że opisujesz Sasuke. Zdziwiło mnie to bardzo bo z tego co wiem nie lubisz tej postaci, ani postaci Sakury. Jednak okazało się, że opisujesz Nejiego. Odetchnęłam z ulgą. Nie wyobrażam sobie w Twoim opowiadaniu ani Sasuke ani tej różowej k****.
Z niecierpliwością czekam na następną notkę.
Mam nadzieję, że tym razem pojawi się szybciej:]
Życzę weny:)
Pozdrawiam:*
» www.karmelek.ownlog.com
» 23:16:34 [19-11-2011]| brak www IP: 89.76.169.248
Ona musi z nim romansować kiedy taka miłośc jest w zasięgu ręki?
