Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
6. Upadek potęgi.


6. Upadek potęgi.

20:51:50 [11-10-2011]

Gomenasai, gomenasai, gomenasai! [bije twarzą o podłogę]
Drugi rok w liceum... następna notka na święta. xD [taki tam żarcik xDD]
~~*~~

W całej sali panowała cisza. Wzrok wszystkich skierowany był na płaczącą Anzu, która najwyraźniej nie przejmowała się tym, iż łamie kolejną regułę bezlitosnego świata, w którym musi żyć. Bo podczas wojny wszyscy aż do bólu przestrzegali zasad, a ona nigdy tego nie potrafiła. I tego nawet wojna w niej nie zmieniła.
- Powiedzieć jej? – zapytała nieśmiało Kayoko.
Nie odpowiedziała. A dziewczyna najwyraźniej uznała to za zgodę.
- Stój – powiedziała niebieskooka, wycierając łzy. – Sama to zrobię.
- Ale… - zaczęła ciemnooka. – Dlaczego? Nie wyglądasz, jakbyś czuła się na siłach, by…
- Straciłaś kiedyś kogoś bliskiego? – zapytała Anzu, wstając i podchodząc do niej.
- Nie…
- I właśnie dlatego to ja jej powiem – kunoichi wyminęła ją i opuściła pomieszczenie.
Nie powinna była płakać. Nie powinna aż tyle mówić, bo zasugerowała coś o swojej przeszłości. Nie powinna zrobić wielu rzeczy, ale już za późno. Teraz… Musi powiedzieć tej kobiecie prawdę. I może jest naiwna, ale… Pocieszy ją.
- Co z nim?
Niebieskooka przez dłuższą chwilę milczała, wpatrując się w jakiś punkt za oknem. Jednak przecież nie może tego odwlekać w nieskończoność. Bo ból nie będzie słabszy, jeśli jeszcze poczeka.
- Przykro mi.
W pierwszej chwili nie usłyszała nic. Jednak zaraz później do jej uszu dobiegł odgłos tłumionego szlochu.
- Pani jest przykro?!
- Nie musi mi pani wierzyć, ale ja kiedyś też kogoś straciłam – powiedziała. – Pani ma przynajmniej dziecko. Niech pani kocha je tak samo mocno, jak kochała jego.
- Co ty możesz wiedzieć…
- Mając 18 lat straciłam chłopaka, którego kochałam. Wtedy myślałam, że gorzej być nie może, ale kilka dni później straciłam dziecko. A jeszcze później dowiedziałam się, że już nie mogę ich mieć – blondynka uśmiechnęła się smutno.
Kobieta nie odezwała się ani słowem, tylko ciągle płakała. A Anzu – chociaż nie powinna – przytuliła ją i pozwoliła, by wierzyła, że łzy zmniejszą ból.
*

Od tamtego dnia czas biegł zadziwiająco szybko. A potem znowu zwalniał. I ponownie przyspieszał. I tak ciągle, i ciągle… Powoli zaczynała mieć już wszystkiego dość. Kazekage wzywał ją do siebie kilka razy w ciągu dnia, przez co miała jeszcze mniej czasu niż zazwyczaj. Była coraz bardziej zmęczona, Kyoji stawał się coraz bardziej nieznośny, niż wcześniej, a przykre wspomnienia częściej dawały o sobie znać. Czuła się niesamowicie zagubiona i choć wiedziała, że nie może… Coraz bardziej pragnęła czyjejś bliskości. W pewnym momencie zaczęła się nawet bać, iż zakocha się w Kankurou albo – co gorsza – w Piątym Kazekage. I w tej chwili… Pojawił się ktoś inny. A romans z tym kimś był jak najbardziej nie na miejscu. Ponadto zaczęła się obawiać, iż ktoś się zorientuje, a tego nie chciała. Bo nadal wyczuwała respekt, a fakt, że ma romans z kolegą z pracy, z pewnością by wszystko zniszczył.
- Anzu-sama – drzwi jej gabinetu uchyliły się z cichym skrzypnięciem.
Kobieta zerknęła przez ramię, a jej oczom ukazał się on. No tak. Przychodził zawsze po oględzinach u pacjentów, po godzinach pracy. I choć teoretycznie nikt nie mógł ich przyłapać, ciągle odczuwała niepokój z tym związany.
- Tak wcześnie? – zapytała, zamykając czyjąś kartotekę.
Mężczyzna nie odpowiedział. Podszedł do niej powolnym krokiem, a jego brązowe oczy świdrowały ją na wylot. A w tym spojrzeniu było coś, co… Rozbudzało w niej potrzebę bliskości. W końcu tak długo była sama. Tyle czasu cierpiała, tyle straciła… Dlaczego nie może na chwilę po prostu o tym wszystkim zapomnieć? W końcu jej też należy się coś od życia. I już nie ważne, że łamie wszystkie swoje zasady, że romanse są kompletnie nie w jej stylu. Że nienawidzi przygodnego seksu, bez zobowiązań i miłości. Świat realny jest bardziej szary niż kiedyś. Dla jej dawnych ideałów już nie ma miejsca.
- Anzu… - wysapał jej do ucha, poruszając się w niej.
Starał się zachowywać jak najciszej, w końcu żadne z nich nie chciało, by ten romans wyszedł na jaw, jednak z nią było mu naprawdę dobrze. Trudno było mówić o miłości, bo na pewno jej nie było, ale związek bez zobowiązań chyba był w porządku. Zresztą, w obecnych czasach nie mógł liczyć na nic więcej.
Doszli. I choć nie mieli wiele czasu… Długo jeszcze rozmawiali, bo chcieli się łudzić, że rzeczywistość naprawdę odeszła. Że są gdzieś bardzo daleko, że to piekło ich nie dotyczy. Ale jak bardzo można się oszukać? Jak absurdalną bujdę można sobie wmówić?
*

Wysoka blondynka powolnym ruchem przekroczyła próg szpitala. Wracała właśnie z frontu, gdzie została ranna, więc towarzysze przymusowo odesłali ją do wioski; stała się im niepotrzebna, wręcz niewygodna. Ale rozumiała to, bo choć rany nie były poważne, uniemożliwiały walkę.
- Temari-sama – jakiś medyk skinął lekko głową na jej widok.
Kobieta już otwierała usta, by coś powiedzieć, jednak z drugiego końca korytarza podbiegła do niej fioletowo włosa dziewczyna i gestem nakazała jej pójść za sobą; zielonooka uczyniła to, zastanawiając się, gdzie ją prowadzi.
- Anzu-sama – dziewczyna weszła do jednej z sal.
Temari zrobiła to samo, a jej oczom ukazała się blond włosa kobieta, którą już gdzieś widziała. Zaraz, zaraz… A tak! To właśnie jej towarzyszył Shikamaru, gdy przeprawiali się przez front. To ona uratowała jej życie…
- Usiądź – usłyszała.
Wykonała polecenie, zerkając w stronę niebieskookiej, która bez słowa zaczęła leczyć jej rany. I, gdy wszystkie skaleczenia powoli znikały… Zastanawiała się, czy poprosić o dodatkowe badanie. Chciałaby się upewnić, bo istniało wiele możliwości, przez które źle się czuła. Jednak… Fakt, iż to wszystko zaczęło się krótko po ich ostatnim spotkaniu, wyjaśniał bardzo wiele.
- Gotowe – oświadczyła Anzu.
- Mogę o coś prosić?
- Słucham.
- Chcę… Chcę się dowiedzieć, czy… Czy jestem w ciąży.
Niebieskie oczy blondynki spojrzały na nią z dziwnym smutkiem, ale ona sama milczała. Ruchem dłoni nakazała jej się położyć i rozpoczęła badanie. I choć najwyraźniej bardzo się starała, by nie okazywać emocji… Jej oczy ciągle były smutne, a mina… Nie była już zupełnie obojętna, jak zawsze.
- Gratuluję, jesteś w ciąży – oświadczyła po chwili.
- Naprawdę? – zapytała Temari, a na jej usta mimowolnie wkradł się uśmiech.
Była w ciąży! Będzie miała dziecko! A jej ukochany jest ojcem… Kiedy to wszystko już się skończy, założą wspaniałą rodzinę i będą mieć kilkoro dzieci.
- Naprawdę – przytaknęła bez entuzjazmu.
- O co ci chodzi?
- O nic. Po prostu dbaj o siebie. I lepiej, żebyś przestała walczyć.
- Gaara się nie zgodzi…
- Nie popełniaj moich błędów, bo będziesz tego żałować do końca życia – powiedziała, nim zdążyła ugryźć się w język.
Znowu to zrobiła! Znowu powiedziała za dużo. Ale… Już kiedyś zauważyła, że gdy przykre wspomnienia wracają, chce o nich opowiadać bez końca. Wszystkim, bez względu na to, czy może im ufać. Po prostu… Chyba nigdy nie potrafiła tłumić w sobie przykrych doświadczeń. Chciała, by inni wiedzieli, dlaczego jest taka, a nie inna. Dlaczego czasem bywa nieuprzejma i niedostępna, albo inaczej – dlaczego stara się taka być. Za wszelką cenę.
- Straciłaś dziecko? – zapytała nieśmiało Temari; stanowczo nie powinna o to pytać.
- Dawno – ucięła niebieskooka, otwierając czyjąś kartotekę.
- Ale jesteś jeszcze młoda, możesz…
- Nie. – Powiedziała stanowczo kobieta, dając jej tym samym do zrozumienia, iż ma wyjść.
Blond włosa zrobiła to, w milczeniu zamykając za sobą drzwi. I idąc do gabinetu swojego brata, już nie obchodziło jej, że na pewno nie będzie zadowolony. Nie chciała stracić swojego dziecka. I na pewno zrobi wszystko, by je ochronić.
*

Trójka jouninów biegła przez las. Hokage wysłał ich na front, ponieważ oddziały wroga ponownie wróciły na granice Kraju Ognia. Ginęło coraz więcej świetnych shinobi, a Konoha powoli przestawała sobie radzić. Brakowało ludzi, brakowało żywności, brakowało życia. Brakowało im wszystkiego, ale nikt nie miał prawa narzekać.
- Neji, sprawdź okolicę – poleciła TenTen, zatrzymując się na gałęzi jakiegoś drzewa.
Mężczyzna bez słowa wykonał nakaz; w zasięgu 5 kilometrów aż roiło się od wrogów, a byli jeszcze stosunkowo daleko od granicy.
- Jest ich około setka – oświadczył po chwili namysłu. – Są porozrzucani po całym lesie. I na pewno zastawili wiele pułapek. Musimy bardzo uważa…
Nie dokończył. Wyczuł czyjś atak za plecami, więc natychmiast zrobił unik. I nim się spostrzegł jego towarzysze rozpoczęli walkę z dużą ilością nieprzyjaciół. A on sam też nie musiał długo czekać, bo zaraz wokół niego zgromadziła się duża liczba shinobi.
Nie bał się. Nigdy się nie bał o siebie. W końcu był geniuszem. Jeśli on polegnie, to znaczy, że Konoha prawdopodobnie nie da sobie rady. Klan Hyuuga jest najpotężniejszym klanem w Wiosce Liścia. Zawsze muszą wygrywać, zawsze muszą być niepokonani… I choć pochodzi on z gałęzi, nie może sobie pozwolić na porażkę.
Nazywa się Hyuuga Neji. Kilkanaście lat temu był najpotężniejszym geninem w wiosce. Dlaczego teraz nie mógłby być jednym z najsilniejszych jouninów?
Walka była trudna, ale jakoś sobie radził. Natomiast jego towarzysze nie do końca. I, gdyby nie to, że TenTen była dla niego kimś szczególnym… Gdyby nie to, że Lee był naprawdę silny i mimo ich ciągłej rywalizacji, uważał go za przyjaciela… Gdyby nie to, że Hyuuga nigdy się nie poddaje… Tych kilku kropel krwi by nie było. Ale może właśnie tego chciał los. Może pomoc miała przybyć za późno, może TenTen nie miała mieć czasu, by trzymać go za rękę. Ale… Kiedy jego Byakugan – niegdyś najwspanialszy, widział wszystko – słabł, a on sam nie miał siły, by mrugać oczami… Poczuł kilka jej łez na swoich policzkach. I nie ważne, że już nie zdążył powiedzieć, jaka była dla niego ważna. Nie istotne, że już nie usłyszał jej wyznania, nie poczuł ciepłego dotyku dłoni. Bo tak naprawdę… Wiedział wszystko, co chciała mu przekazać.
Nazywał się Hyuuga Neji. Kilkanaście lat temu był najpotężniejszym geninem w Konoha, później jednym z najsilniejszych jouninów. Był geniuszem, ale czymże jest genialność w porównaniu z potęgą miłości?
Nazywał się Hyuuga Neji. Był geniuszem, najpotężniejszym… Ale skoro potęga upadła… Konoha już nie jest taka jak kiedyś.
~~*~~

Wybaczcie, błaaaagaaaam! [pada, patrząc błagalnym wzrokiem]
Dziękuję, że czekaliście. ;D
Głosuj (1)

Melissa.

[Powrót] Komentuj

» M.M-chan

» 12:27:59 [16-11-2011]
| brak www IP: 83.7.198.60

HEJ !...bo na serio zrobisz na święta

» Yoshike

» 20:10:27 [1-11-2011]
| brak www IP: 88.220.82.28

Przez ostatnie trzy dni nie robiłam nic tylko czytałam wszystkie twoje rozdziały. Aż doszłam tu, naprawdę świetnie piszesz i już nie mogę się doczekać następnego rozdziału no i mam nadzieje że będzie więcej Gaary ;D

» M.M-chan

» 19:18:58 [14-10-2011]
| brak www IP: 83.9.169.43

hahaha...ale żart...nie no...prześmieszne.
Liczę że to był tylko żart.....
A do puki nie pojawi sie nowy wp[is nie masz co liczyc na konstruktywny komentarz z mojej strony.

» katrina

» 17:19:30 [12-10-2011]
| brak www IP: 91.206.244.1

Ja Ci tu zaraz dam "na święta"!! Zaległości się porobiły moja droga i my tu oczekujemy , że się zrehabilitujesz!! hue hue...no dobra koniec tych wyrzutów:D notka bardzo mnie zaskoczyła, i chyba nie muszę mówić, która część najbardziej:D ale w guncie rzeczy to fajna sprawa bo odeszłaś trochę od kanonu wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia między Gaarą a Anzu! Teraz tylko brakuje, żeby Gaara miał kogoś:D no nieeee....ja teraz będe siedzieć jak na szpilkach w oczekiwaniu na ciąg dalszy:( więc błagaaaaam!! zlituj się i pisz, pisz, pisz....