Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
5. Realia przeszłości.


5. Realia przeszłości.

18:17:48 [30-08-2011]

Ciemno włosy mężczyzna stał pod szpitalem, czekając na ukochaną. Obiecała, że spędzą trochę czasu razem, zanim będzie musiał wracać do Konohy. I trochę się denerwował, bo już dawno powinien wyruszyć. W końcu nie został ciężko ranny i tak naprawdę nic go już tutaj nie trzymało. A przynajmniej oficjalnie. Bo nieoficjalnie… Ona.
Poczuł delikatny dotyk jej skóry, gdy złapała go za rękę, a później bez słowa pociągnęła w stronę siedziby Kazekage.
- Dokąd idziemy? – zapytał, choć było to zbędne pytanie, bo przecież dobrze wiedział.
- Do mojego pokoju – rzuciła przez ramię i przyspieszyła kroku.
Nie odezwał się już. Dopiero, gdy przekroczyli próg jej pokoju… Zrozumiał, że te kilka chwil, może być ostatnimi. Bo nikt nie daje mu pewności, że bezpiecznie wróci do Konohy.
- Jak się czujesz? – zapytał, podchodząc do niej.
- Dobrze.
- Na pewno?
- Na tyle, żebyśmy… Mogli się pożegnać – powiedziała i delikatnie musnęła jego usta.
Kiedyś pożegnania były dużo mniej istotne. Kiedyś… Mówiła mu: ‘do zobaczenia’ i nie bała się, że to może już nie nastąpić. Całowała go albo odprowadzała do bramy i wiedziała, że już niedługo znów się zobaczą. A od czasu, gdy wybuchła wojna… Ich pożegnania były inne. Może i widzieli się częściej, ale… Zawsze może nastąpić chwila, w której widzą się po raz ostatni. I właśnie dlatego… Właśnie dlatego pozwoliła sobie na chwilę oderwać się od rzeczywistości, by móc być z nim naprawdę blisko. Tak, żeby… Nigdy nie żałować, że czegoś nie dopowiedziała.
- W porządku? – jego ciepły oddech połaskotał płatek jej ucha.
- Nie bój się – powiedziała, łapiąc go za rękę. – Czuję się naprawdę dobrze, tylko… - zawahała się przez chwilę, patrząc jak ukochany się ubiera – zostań ze mną jeszcze…
Zerknął na nią przez ramię, a następnie uśmiechnął się ciepło, całując ją w czoło.
- Przepraszam, Temari – szepnął. – Muszę już iść.
Spuściła wzrok, nie odzywając się ani słowem, a on wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi. Może… Każdy jego kolejny krok przybliża go do śmierci?
*

Dni mijały bardzo wolno. Godziny dłużyły się niemiłosiernie. Ale Anzu ciągle miała zbyt mało czas. Ciągle było zbyt wielu rannych. Zbyt wielu, którzy polegli… Od czasu, gdy przybyła umarło dziesięć osób, z tych, które leczyła. I tłumacząc się z tego Piątemu… Miała wrażenie, że jest zawiedziony. Że kompletnie się do tego nie nadaje, że nie powinno jej tu być.
Czas płynął wolno, ale… Jednak uciekał tak szybko. Siedziała do późnej nocy, uzupełniając karty wszystkich pacjentów, rozważając nowe metody leczenia. Miała nocne dyżury. Czasami była na nogach kilka dni pod rząd z bardzo niewielką ilością snu. Ale wszyscy wymagali od niej trzeźwego i racjonalnego myślenia, więc i ona sama tego wymagała, przez co zespół chyba nie do końca ją lubił. Choć nie była pewna, bo większość starała się być miła. Z wyjątkiem Kyojiego, który z nią konkurował, ciągle odgrywając się za pierwszy dzień i to, że Kazekage pozwolił jej pokierować wszystkim. Co prawda on sam również był szefem jednego z zespołów, jednak nie był on tak dobry, jak jej. I za to mścił się jeszcze bardziej. Natomiast jego podwładni wydawali się jej bać. Wszyscy w szpitalu jakby odczuwali dziwny respekt do niej. A jej zespół tylko potęgował to wrażenie, bo wykonywał każdy rozkaz bez mrugnięcia okiem. Nawet najbardziej absurdalny.
- A zatem jesteś zadowolona z zespołu? – zapytał Kazekage, odwracając się w jej stronę.
- Ogólnie tak – potwierdziła.
- Chcesz jeszcze kogoś? A może chcesz kogoś wyrzucić?
- Nie, myślę, że powinno tak zostać – powiedziała. – Kayoko świetnie radzi sobie z opatrywaniem ran, Makiko jest bardzo pomocna przy operacjach, natomiast Hiyuu… Po prostu jest potrzeby, bo pomaga we wszystkim po trochu.
- A Kyoji?
- On nie jest w moim zespole – przypomniała dziewczyna.
- A nie przydałby się? – dopytywał się mężczyzna.
- Prawdę mówiąc…
- W porządku, powiedź mu, że…
- Nie! – zainterweniowała blondynka.
Nie potrzebowała go. Jej zespół naprawdę świetnie sobie radził, a on przy każdej okazji próbował wytrącić ją z równowagi. Tylko czekał na jakieś jej potknięcie, żeby mógł być lepszy. Nie potrafiłaby z nim pracować.
- Dlaczego? – zdziwił się czerwono włosy, siadając za biurkiem.
- My… Nie lubimy się za bardzo.
- Ale mnie to nie obchodzi – powiedział Kazekage. – Macie być wydajni. Tylko to się liczy.
- Jeśli będzie w moim zespole, przestaniemy być. Nie mogę przebywać w jego towarzystwie, bo on zawsze próbuje mnie zdekoncentrować. Miałam nieprzyjemność pracować z wieloma ludźmi, których szczerze nie cierpię, ale nikt nie był tak nieznośny, jak on – wyrecytowała, patrząc na niego błagalnym wzrokiem.
Mężczyzna zamyślił się na chwilę, a następnie spojrzał jej w oczy.
- Dobrze – oświadczył. – Niech zostanie tak, jak jest. – Wstał, podchodząc do okna. – Możesz odejść.
Blond włosa ukłoniła się lekko, a zaraz później opuściła pomieszczenie. Gdy zbiegała po schodach, w myślach dziękowała Bogu, w którego nigdy nie wierzyła, że uchronił ją przed katastrofą.
- Anzu-sama! – naprzeciw niej biegła Kayoko, jedna z członkiń zespołu. – Mamy poważny problem!
- Jaki?
- W szpitalu mamy ciężko rannego shinobi. Ponoć być najlepszy na froncie, więc musimy go wyleczyć.
- Każdego rannego musimy wyleczyć – zauważyła kobieta, ale przyspieszyła kroku.
Niespełna pięć minut później już kroczyła szpitalnym korytarzem w stronę sali operacyjnej. W między czasie Kayoko przedstawiła jej sytuację, która faktycznie wydawała się bardzo nieciekawa, jednak niebieskooka wiedziała, że nie może z góry skreślić tego przypadku.
- Anzu-sama, dobrze, że jesteś! – powitała ją Makiko.
- Co robisz? – zapytała blondynka, ignorując jej wcześniejsze słowa.
- Musiałam natychmiast operować, przepraszam, jeśli…
- Nie ważne – przerwała jej. – Jaki jest jego obecny stan?
- Stabilny – wtrącił Hiyuu.
- Świetnie – powiedziała Anzu beznamiętnym głosem. – Przenieście go na salę pooperacyjną i zajmijcie się innymi.
- Ee… Anzu-sama... – zaczęła Makiko.
- Do roboty! – wrzasnęła blondynka, opuszczając pomieszczenie.
Zanim weszła do swojego gabinetu, usłyszała jeszcze ciche rozmowy swoich podwładnych.
*

Zbliżał się wieczór. W szpitalu nieco zmniejszył się ruch, medycy sprawdzali stany swoich pacjentów, niektórzy odpoczywali. Ale ona… Nie robiła nic. Z każdym kolejnym dniem, coraz bardziej uchodziło z niej życie. Czuła, że może i jest potrzebna, ale nie ma nikogo szczególnego. I sama też nie jest dla nikogo szczególnie ważna.
Westchnęła głęboko, a następnie wstała i wyszła z gabinetu; postanowiła odwiedzić tego mężczyznę z frontu. Była ciekawa jak się teraz czuje, choć sama nie rozumiała dlaczego. W końcu miała masę innych pacjentów, którzy również zasługiwali na jej uwagę.
Pchnęła lekko białe drzwi i weszła do środka, jednak zaraz później… Zatrzymała się w połowie kroku. Przy łóżku tego mężczyzny siedziała młoda kobieta. Trzymała go za rękę, szeptała miłe słowa…
- Kim pani jest? – głos owej kobiety wyrwał ją z przemyśleń.
- A, proszę wybaczyć. Jestem medykiem – powiedziała Anzu, podchodząc do mężczyzny.
Zbadała go, a następnie podała leki i już chciała wyjść, gdy ponownie usłyszała głos tamtej kobiety:
- Wyzdrowieje?
- Myślę, że…
- Bo widzi pani… Jestem z nim w ciąży. Bardzo chciałabym, aby dziecko miało ojca…
- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy – oświadczyła niebieskooka, a następnie opuściła salę.
Idąc korytarzem starała się ukryć łzy, które zbierały się w jej oczach. Bo słowa tej kobiety i sam fakt, iż siedziała przy nim… Coś jej przypomniał. Coś, czego – szczególnie teraz – nie chciała pamiętać.

Miała 18 lat. Czwarta Wielka Wojna dobiegała końca. I mimo faktu, iż niedawno straciła rodziców… Była dosyć zadowolona z życia. Miała ukochanego, który odwzajemniał wszystkie jej uczucia. Była z nim w ciąży i obydwoje cieszyli się z tego. Tylko… W końcu nadeszła ta chwila, w której straciła wszystko.
Tamtego dnia jak zawsze szła szpitalnym korytarzem, by zajrzeć do kilku pacjentów, a następnie odpocząć. I może nawet znaleźć trochę czasu dla niego. W końcu bardzo by się zezłościł, gdyby wiedział, że wciąż tyle pracuje. Jednak… Zanim zdążyła dotrzeć do swojego gabinetu, ktoś ją zatrzymał. A, gdy z jego ust padło tych kilka słów… Jej oczy straciły swój blask. On… Został zamordowany. Ale Hokage nie wysłał jej, by mogła go uratować!
Tamtego dnia… Płakała. Płakała, bo myślała, że straciła już wszystko. Ale jeszcze nie wiedziała, jak bardzo się pomyliła.
Hokage… Nie wiedział, że jest w ciąży. Zwlekała z powiedzeniem prawdy, bo dobrze wiedziała, jak bardzo wioska jej potrzebuje. I, gdy po raz kolejny musiała pobiec na front… Wtedy została ciężko ranna i sama potrzebowała pomocy. Gdy tylko się obudziła, wszyscy odetchnęli z ulgą. Wszyscy jej podwładni tak bardzo się cieszyli… Ale ona nie.
- Czy… - zaczęła drżącym głosem – z moim dzieckiem wszystko w porządku?
Jeszcze przed chwilą wszyscy się uśmiechali i mówili miłe rzeczy. Jednak niepokojąca cisza sama dała jej odpowiedź.
- Wyjdźcie – powiedziała stanowczo. – Wszyscy. Natychmiast!
Zrobili to. A ona… Tego jednego dnia nie wstydziła się swoich łez. Bo teraz… Naprawdę straciła już wszystko.
Kilka dni później… Dowiedziała się jeszcze czegoś. Ale było to już bez znaczenia, bo nie chciała więcej dzieci.


- Anzu-sama! – Hiyuu wpadł do jej gabinetu.
- Słucham? – spojrzała na niego, a w jej oczach nie było już żadnych emocji.
Tamtego dnia nie miała czasu płakać. I dziś również go nie ma.
- Tamten mężczyzna po operacji… On umiera.
Kunoichi nie potrzebowała niczego więcej. Zerwała się z krzesła i pobiegła do sali, z której przed chwilą wróciła. Gdy dotarła na miejsce, jej zespół już na nią czekał. I choć próbowali coś zrobić… Jego stan ciągle się pogarszał i pogarszał, a ona – ku swojemu przerażaniu i ogromnemu zaskoczeniu innych – płakała. Bo dobrze wiedziała, jak to jest stracić kogoś bliskiego i nie chciała, by to dotknęło tą kobietę. Nie życzyła nikomu piekła, przez które sama przeszła.
Płakała. Nie powinna, nie wolno jej było, ale… Płakała. Bo ratując tego mężczyznę… Widziała w nim pewne podobieństwo do ukochanego. Jego fryzura i rysy twarzy były tak łudząco podobne… Ale nie. Przecież Koichi nie żyje. Od bardzo dawna. Jednak za wszelką cenę starając się uratować tego mężczyznę, czuła się, jakby ratowała właśnie jego.
Czasami bardzo się staramy. Czasami bardzo czegoś pragniemy, dlatego wkładamy w to całe serce. Jednak… Czasem nie może się udać. I trudno wtedy mówić o winie.
On… Umarł. Ale nie mogła wziąć za to odpowiedzialności. Koichi też odszedł, a nie była to niczyja wina.
~~*~~

Gdzie uciekły te wakacje? ;[
Jestem niezwykle mile zaskoczona, że wciąż mam szansę na nowych czytelników! ^^ Serdecznie ich witam. ;D
Dziękuję za komentarze, udanego roku szkolnego! [o ile on w ogóle może być udany...]
Pozdrawiam! ;]
Głosuj (0)

Melissa.

[Powrót] Komentuj

» katrina

» 21:46:19 [9-10-2011]
| brak www IP: 91.206.244.1

Ja wiem- wrzesień to ciężki okres dla młodych ludzi! dlatego trzeba coś robić żeby się odstresoooować, wyrzucić negatywne emocje ... w tym pomaga pisanie <aluzja> no więc napisz coś <błaga> nie mogę się doczekać nowej notki!!:(

» Gercia

» 15:09:02 [8-10-2011]
| brak www IP: 31.128.25.12

fajne naprawde

» M.M-chan

» 21:28:54 [5-10-2011]
| brak www IP: 83.7.174.150

Liczyłam że jak wejde tu po miesiącu to pojawi się coś...no nie wiem...może nowy rozdzial ?....JA TU CZEKAM !

» www.karmelek.ownlog.com

» 21:51:54 [21-09-2011]
| brak www IP: 89.76.169.248

świetny rozdział. tylko znów mi brakuje treści, bo krótko. ^^"
bardzo fajnie opisujesz uczucia, oby tak dalej, ale gdzie wątek Gaary? xD

» katrina

» 22:04:57 [3-09-2011]
| brak www IP: 91.206.244.1

jaka smutna ta notka:( żal mi Anzu strasznie. Tyle przeżyła i teraz jest taka samotna...chyba nie łatwo jej będzie znowu kogoś pokochać.
PS: wakacje zawsze są za krótkie:(

» M.M-chan

» 21:28:10 [1-09-2011]
| brak www IP: 83.9.174.154

Widzę, że zręcznie załatwiłaś sprawe antykoncepcji dla Anzu...nie wiem czy o to Ci chodziło czy raczej o pokazanie jej tragedii (raczej o to drugie prawda ?)
Myślałam, że po takim czasie będzie "cos" dłuższego. Trudno...może następna.
Co do roku szkolnego...jestem człowiekiem czynu więc powrót do szkoły jest raczej fajny.
A że trzecia gim. i zdawanie do liceum muzycznego tez mi się teraz przytrafi to już zupełnie inna sprawa.
Pozdrawiam
T.N.F
M.M-chan
Ps.Zdecydowanie za mało Gaary...