4. Upadłe ideały.
13:46:58 [30-07-2011]
Słońce schowało się za horyzontem. Wpadli do szpitala, po drodze potrącając kilku medyków. Blond włosa kunoichi, niesiona przez swojego ukochanego, straciła przytomność. I bardzo mocno krwawiła. Natomiast Anzu czuła, że będzie potrzebna już teraz, a nie miała na to siły. Musiała usiąść spokojnie na chwilę i zidentyfikować rodzaj trucizny. Jeśli ma na niego antidotum to trzy czwarte drogi za nią. Jednak jeśli nie… Może zabraknąć czasu. I do tego nie miała pojęcia, jaki jest zasób ziół w Sunie. Nic nie wiedziała!- Sala operacyjna, szybko! – krzyknął jeden z medyków, a kobieta szybko zrozumiała, że chodzi mu o Temari.
- Wykluczone! – wtrąciła się, czując jak zaczyna się trząść; trucizna działała coraz szybciej.
- Nie słuchajcie jej! Sala operacyjna!
- Nie ma mowy!
- Natychmiast!
- Ani się ważcie!
- Kim ty do cholery jesteś, żeby…
- Cisza!
Wszyscy zamilkli, gdy w pomieszczeniu pojawił się czerwono włosy mężczyzna w stroju Kazekage. A on powoli podszedł do niebieskookiej, przyglądając się jej uważnie.
- Ona jest medykiem z Konohy. Od dzisiaj dowodzi waszym zespołem. Macie się stosować do jej rozkazów – oświadczył w końcu.
Kunoichi uśmiechnęła się, a w chwilę później… Poczuła przeraźliwy ból brzucha i głowy. Upadła na kolana, łapiąc się za krwawiące ramię. I nagle…
- Ona jest medykiem?! – prychnął jeden z medyków. – Gdyby tak było, nie zostałaby ranna.
- Na froncie… - zaczęła, kończąc swoje wewnętrzne rozważania – nikt nie pyta, kim jesteś.
Zakaszlała kilka razy, a następnie podniosła się do pionu, opierając się o szafkę. Już wiedziała, co to za trucizna. I – całe szczęście – miała na nią antidotum.
- Kankurou, podaj moją torbę – powiedziała, a dłonie zaczęły jej mocno drżeć.
- Co się z tobą dzieje? – zapytał, wykonując jej polecenie.
- To, co zaraz zacznie się dziać z twoją siostrą i Shikamaru – odpowiedziała, coraz mocniej się trzęsąc. – Połóżcie ją na łóżku, jego też. W mojej torbie jest mała, zielona fiolka… Nie, są dwie. Wystarczą dla…
- Dlaczego sama tego nie zrobisz?!
Nie odpowiedziała. Zakręciło jej się w głowie, a później… Była tylko ciemność.
*
Obudziła się. Nie znała pomieszczenia, w którym leżała. Jednak była pewna, że to nie żadna z sal w szpitalu w Konoha. I nie potrzebowała dużo czasu, by przypomnieć sobie cały przebieg wydarzeń, bo… Ból przywracał jej całą świadomość i wszystkie wspomnienia. Jednak… Dlaczego był taki słaby? Przecież w torbie były tylko dwie fiolki. Wystarczyłoby tylko dla nich. Dlaczego więc…? Czy to możliwe, aby poświęcili któreś z nich dla niej?!
Wstała. Nie czuła się jeszcze do końca dobrze, ale… Wystarczająco, by zacząć działać. W końcu po to została tutaj przysłana.
- Nie powinnaś leżeć? – usłyszała za plecami.
Szybko odwróciła się, a jej oczom ukazał się Kankurou, opierający się o ścianę.
- Nie – powiedziała, podchodząc do niego. – Jak to możliwe, że żyję?
- Normalnie – mężczyzna wybuchnął śmiechem. – Po prostu okazało się, że Shikamaru oberwał zwykłym kunaiem. Ale nieźle nas nastraszyłaś. Dopiero co dotarłaś na miejsce, a już byłaś ranna. Gaara się przeraził.
- Gaara?
- A, no tak. Jestem jego bratem – szatyn uśmiechnął się. – Z racji tego nie zwracam się do niego ‘Kazekage-sama’.
Blondynka uśmiechnęła się i już chciała coś powiedzieć, ale nagle do szpitala wpadło kilku medyków, niosących na noszach rannych. A ona już wiedziała, że choć mogłaby jeszcze na chwilę oderwać się od tego piekła… W końcu i tak będzie musiała do niego wrócić.
- Oberwał w punkt witalny, już nic nie możemy zrobić!
Kunoichi przyjrzała się mężczyźnie. Tak, to ten sam, który podważał jej rozkazy, gdy przyszli. On… Chyba jest liderem. Ale raczej dosyć kiepskim, bo ona… Choć jeszcze do końca nie była zdrowa, z daleka widziała, że ranny nie dostał w punkt witalny.
- Nie prawda – powiedziała, podchodząc do niego. – Od teraz ja będę o tym decydować.
- Jak śmiesz…
- Faktycznie nie będziemy mogli nic zrobić, jeśli natychmiast nie ruszysz swojej szanownej dupy i nie zabierzesz go na salę operacyjną! – wrzasnęła, a młodsi medycy aż podskoczyli. – Słyszeliście?! – przytaknęli. – To na co jeszcze czekacie?! – zabrali go do jednej z sal.
Teraz została tylko ona i on. Ten, który chyba już teraz jej nie znosi. A będzie musiał, bo to ona rządzi.
- Lepiej będzie, jeśli nie będziemy sobie wchodzić w drogę – stwierdziła kobieta, a następnie odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem ruszyła w kierunku sali operacyjnej.
- A co? Boisz się, że jestem lepszy?
Puściła to mimo uszu. Teraz naprawdę nie miała czasu na kłótnie z kimkolwiek.
*
Następnego dnia już nikt nie jej pytał, czy jest zdrowa i, czy dobrze się czuje. Następnego dnia… Rannych było coraz więcej i więcej, a wybuchy stawały się coraz donośniejsze, co oznaczało, iż… Wrogowie zbliżają się do wioski. Coraz bliżej… Piekło jest już na wyciągnięcie ręki.
Pamiętała. Pamiętała, jak to jest, gdy przeciwnicy dostają się bezpośrednio do wioski. I szczerze zazdrościła Sunie, że im udało się tego uniknąć. Przynajmniej na razie.
- Anzu-san – usłyszała za plecami.
- Hm? – nawet się nie odwróciła, w dalszym ciągu przeglądając kartotekę jednego z pacjentów.
Może to było śmieszne, w końcu podczas wojny nie ma czasu na papiery, ale… Jej w pewnym stopniu ułatwiało to pracę. Bo, gdy wiedziała, co ktoś już przeszedł, jakie obrażenia odniósł… Łatwiej było jej dobrać metody leczenia. Nienawidziła grać w ciemno.
- Gaara wzywa cię do siebie – oświadczył Kankurou, podchodząc do niej. – Co to? – zerknął jej przez ramię.
- A, nic takiego – kobieta szybko zamknęła kartotekę i zakryła ją dłońmi. – Idziemy?
- Bawisz się w papierkową robotę? – mężczyzna uniósł brwi, patrząc na nią z rozbawieniem. – Kiedy znajdujesz na to czas? Przecież masz dużo pracy.
- Jakoś daję radę, ale… - zaczęła – nie mów nikomu. I nie śmiej się ze mnie! – dodała, słysząc głośny śmiech szatyna.
- W porządku, chodźmy.
Rzuciła mu jeszcze pretensjonalne spojrzenie, a następnie wyszła za nim z pomieszczenia. Idąc ulicami wioski, zastanawiała się, jak długo jeszcze jej krajobraz taki pozostanie. Bo to praktycznie niemożliwe, by przez całą wojnę, osada została nietknięta. Wiedziała to, bo przecież… Konoha już upadła.
- Wybacz mu, jeśli będzie trochę oschły – głos Kankurou wyrwał ją z przemyśleń. – Ale przez tą poprzednią wojnę musiał szybciej dorosnąć.
- Nie tylko on – mruknęła blond włosa.
- No tak, wszyscy musieliśmy – przyznał ciemnooki. – Ale… Po prostu spróbuj go zrozumieć.
Kunoichi skinęła głową, a w chwilę później już stała pod drzwiami jego gabinetu.
- Pójdę sama – powiedziała.
- Jak chcesz – brązowo włosy wzruszył ramionami, a następnie odwrócił się i odszedł.
A ona, patrząc jak znika za rogiem, pożałowała, że kazała mu odejść. Czuła się po prostu głupio, bo wcale nie miała ochoty na rozmowy z Kazekage. I sama nie była pewna, czy będzie potrafiła być dla niego uprzejmą, jeśli on nie będzie. W końcu… To było niezgodne z jej misternie utkanym wizerunkiem. Fałszywym, ale funkcjonującym od lat.
Zapukała. I niemal natychmiast usłyszała zgodę na wejście.
- Wzywałeś mnie, Kazekage-sama – skinęła lekko głową, stając naprzeciw jego biurka.
- Jesteś zadowolona z zespołu? – zapytał bez ogródek, patrząc na nią uważnie.
Zamurowało ją. Nie spodziewała się takiej bezpośredniości, choć pytanie było dosyć proste i mogła być przygotowana na takie coś. I sama nie wiedziała, co tak naprawdę chciała od niego usłyszeć. Może zawiodła się, bo liczyła, że zapyta jak się czuje? Może liczyła, że… Będzie dla niej bardzo miły, choć wcale nie miał ku temu powodów. Przecież się nie znają. A poza tym jedyne co ich łączy to… Interesy. Sojusz. Jakiś głupi papier, na mocy którego giną tysiące ludzi.
- Ee… - wydukała. – Nie miałam szansy jeszcze ich zbytnio poznać…
- Kto jest ci najbardziej potrzebny?
- Ja… Kompletnie nie pamiętam imion… - plątała się, a w myślach przeklinała swoją naiwność.
Minęło już tyle lat. Tyle lat przeżyła w piekle! Tyle straciła, tyle złych rzeczy widziała… Dlaczego wciąż naiwnie wierzyła w ludzką uprzejmość? Dlaczego tak szalenie i desperacko pragnęła bliskości? Naiwna! Naiwna!
- W takim razie zapoznaj się z nimi jeszcze dzisiaj. I wieczorem masz mi dać odpowiedź – oświadczył, a jego głos był tak obojętny, że nawet nie odważyła się zaprotestować.
Nie zdąży tego zrobić. W ogóle nie ma takiej opcji, bo ma pełne ręce roboty. I jak tylko wróci do szpitala, na pewno będą na nią czekać kolejni ranni.
Nie wzbudził w niej pozytywnych uczuć. Ale w głębi serca dobrze wiedziała, że nie było sensu się łudzić. W tym piekle… Nie ma miejsca na dobroć. Nie ma miejsca na… Miłość. I na szacunek również, jednak… Zwracając się do niego ‘Kazekage-sama’, okazywała ją. Bo nie ważne, co by się działo. Zawsze czuła, że osobom silniejszym czy starszym należy się szacunek. A on… Był przywódcą wioski. Jest znacznie silniejszy od niej. I na pewno też starszy.
- I nie zapomnij zrobić listy rannych – powiedział mężczyzna, wpatrując się w nią swoimi pastelowo-zielonymi tęczówkami. – Możesz odejść.
- Oczywiście – ukłoniła się lekko, a następnie skierowała się w stronę drzwi.
Dobrze wiedziała, że nie jest w stanie tego zrobić. Zabraknie jej czasu. Dużo czasu…
- I jeszcze jedno… - usłyszała za plecami.
Zadrżała lekko, a w jej oczach pojawiła się desperacja. Nie zdąży ze wszystkim, a potem jeszcze on na nią nakrzyczy. Fatalny początek.
- Tak? – zapytała drżącym głosem, nawet na niego nie patrząc.
Nie chciała, żeby widział łzy, które powoli zbierały się w jej oczach. Może teraz była dziecinna, ale… Tak bardzo nie chciała, by widzieli, jaka naprawdę jest słaba. Pragnęła, by myśleli, że coś jednak potrafi, że się przyda…
- Żartowałem.
Gwałtownie odwróciła się w jego stronę, patrząc na niego z wyrzutem.
- To wcale nie było zabawne! – oburzyła się.
- Szkoda, że nie widziałaś swojej miny – zaśmiał się mężczyzna. – A tak na poważnie, to z tą listą musisz się do wieczora pokazać. Ale zespół może poczekać jeszcze dwa, trzy dni.
- W porządku – położyła dłoń na klamce.
- I… - po raz kolejny ją zatrzymał. – Jak się czujesz, Anzu?
Jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Nie, to niemożliwe. Czyżby on wcale nie był taki oschły i nieuprzejmy? Czyżby mili ludzie jeszcze istnieli? Czy to pytanie… Naprawdę padło z jego ust? Tylko… Dlaczego? Dlaczego on, Piąty Kazekage, pyta ją o tak mało znaczące sprawy?
- Lepiej – odpowiedziała, spuszczając głowę; nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi. – Dziękuję, Kazekage-sama – i wyszła.
Jej uczucia i fałszywy wizerunek… Runęły. Bo nie widziała żadnego powodu, dla którego on mógłby być dla niej miły.
~~*~~
Przepraszam za długą nieobecność. Powiem krótko: sprawy osobiste.
Dziękuję za komentarze, pozdrawiam. ;D
Głosuj (0)
Melissa.
[Powrót] Komentuj» Mucha
» 14:28:46 [18-08-2011]| brak www IP: 90.156.118.42
Przeczytałam twoje już 2 opowiadanie a teraz jestem w trakcie 3 i czekam na kolejną notkę.
Co do opowiadania 1 wszystko fajnie, ale za szybko nie które rzeczy się potoczył. Ale ogólnie fajnie tylko szkoda że nie napisałaś w epilogu że (jakiś tam czas później ) , co z Gaary posadą i jak dziecko wygląda .Wzruszyłam się parę razy ale też się śmiałam wielki +.
Co do opowiadania numer 2 . Trochę dziwnie było czytać niby o tej samej osobie ale jednak innej . Za to fajnie było że Gaara od razu nie odwzajemnił jej uczuć .Zaszokował mnie pewien fakt nie wiem czy to było dokładnie to co myślę, ale cytuje "jej kimono znalazło się na ziemi","wbijała paznokcie w jego plecy","(...) pragnę Cie" utwierdzają mnie w tym zdaniu, że oni się kochali ,a przypominam że ona miała 13 lat !zwykły +
Co do opowiadania 3 nie mam na razie nic do niego , mam nadzieję, że tam też wszystko się szybko nie potoczy z Gaarą bo jak jest wojna nie myśli się o miłości , nawet jak wojna minie szok jest za duży na takie coś .A zresztą jestem zdana na Ciebie :) czekam na kolejną notkę : twoja nowa czytelniczka :) Mucha
» Mizuri
» 15:33:07 [13-08-2011]| brak www IP: 178.56.205.52
Hej fajna notka ;D Fajnie że Gaara jest taki miły i w ogóle ;D Teraz to Anzu wydaję się ponura i zamknięta w sobie. Nie mogę się doczekać kolejnej notki
Pozdrawiam Mizuri
» http://karmelek.ownlog.com
» 00:26:15 [2-08-2011]| brak www IP: 89.76.169.248
ciekawe zakończenie rozdziału. a nawet powiem że szokujące.
miło sie czytało. mili ludzie istnieją wbrew pozorom jakie stawiaja. bo przecież nie da się żyć cały czas w klatce obojętności.
a ze zwierzaniem jest tak... że... cóż niektóre rzeczy wole powiedzieć przyjaciółce niż ukochanemu... nie wiem czemu ale kobieta chyba lepiej mnie zrozumie w niektórych kwestiach, ale nie powiem żebym się nie zwierzała chłopakowi, ale niektórych rzeczy nie można mówić...
» M.M-chan
» 20:45:48 [31-07-2011]| brak www IP: 83.7.196.236
Tyle czasu mnie nie było...ale uporałam się dzisiaj ze wszystkimi notkami żeby byc na bieżąco...na początku miałam wrażenie że postanowiłas napisać kontynuację a tu zupełna nowość...cóż. Powiem tylko że się cieszę. II jak wrócę w połowie sierpnia ma tu być już kilka rozdziałów ! (proszę....xD) A co już się konkretnie tego rozdziału tyczy: Moja mina wyglądała tak samo jak Anzu gdy Gaara wydawał jej polecenia...bezceenne.
T.N.F
M.M-chan
» katrina
» 18:19:51 [31-07-2011]| brak www IP: 91.206.244.1
ooo...rozdział<jupi> Myślałam , że padnę ze śmiechu z tej sceny w gabinecie:D nie ma co -Gaara nieźle zaczyna...ale wygląda na to , że pierwsze lody przełamane!
