Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
3. Przez front.


3. Przez front.

17:25:07 [24-06-2011]

Shikamaru miał rację. Z Kraju Ognia wydostali się niemal bez problemu. I choć Anzu wielokrotnie widziała już, co może się dziać podczas wojny… Gdy mijali wszystkie małe wioski, miasteczka… W jej głowie ciągle echem odbijały się krzyki samotnych dzieci, gwałconych kobiet. Ludzi, którzy tracili wszystko, którzy patrzyli na śmierć najbliższych. I, gdy to bez przerwy wracało, wcale nie przestając ranić… Zaczynała wątpić w swoje nieliczne już ideały.
- Pewnie zastanawiasz się, dlaczego cię to spotyka, nie?
- Po prostu… Zastanawiam się, czy naprawdę zasługuję na to piekło.
- Nie zasługujesz. Nikt z nas nie zasługuje. Ale ludzie, którzy to wszystko zaczęli, najwyraźniej nie rozumieją – stwierdził mężczyzna.
- Tylko dlaczego za ich głupotę muszą płacić wszyscy?
- To dość… Dziecinne pytanie, Anzu – Shikamaru uśmiechnął się. – Ale może pocieszeniem jest fakt, iż oni też coś tracą. Nie tylko my cierpimy.
- Już dawno straciłam… - zaczęła, ale ostatecznie ugryzła się w język. – Po prostu patrząc na to piekło, zatracam wiarę w ludzką dobroć. Bo czym ono jest?
Nie odpowiedział, a ona nie kontynuowała rozmowy. Dobro i zło… Żadne nie jest do końca takie, jakie być powinno. Ale teraz… Już nic nie jest takie, jakie powinno. Świat już nie jest taki, jakim go kiedyś pamiętała. Konoha już nie jest tą samą wioską, którą kochała. Bo jak można kochać stertę gruzów, upadłych murów? Jak można mówić o życzliwości i radości innych, podczas, gdy widzi się ich siedzących na ulicach, albo stojących w kolejce po jedzenie?
Kiedyś nie potrafiła zdefiniować piekła. Dzisiaj, dla niej, jego odpowiednikiem jest właśnie wojna. Świat, w którym ludzkie życie nie ma żadnego znaczenia. Dla uczuć nie ma miejsca. Liczy się tylko potęga, siła militarna. I przewaga. Śmierć niewinnych ludzi… Jest niczym dla idei. Bo piekło… Ma bardzo wiele odcieni.
*

Dni ciągnęły się w nieskończoność, choć było spokojniej niż początkowo. Anzu nadal przeżywała każdy dzień dwa razy, zastanawiając się, jak długo jeszcze będzie potrafiła to wszystko znieść. Zwyczajnie bała się, że któregoś dnia obudzi się i… Nie będzie już miała siły, by pomagać innym i udawać, że wojna w ogóle jej nie zmienia. Że nie boli jej utrata bliskich. Czasami, gdy była na froncie albo musiała pomóc w innym miejscu… Czasami chciała, żeby wszyscy, którzy jej bronią, przestali to robić. Żeby się odsunęli, żeby to ją dopadły kunaie czy shurikeny. Żeby mogła tam umrzeć i już dłużej się nie męczyć. Bo nienawidziła tej Anzu, którą się stała przez wojnę. Ale już nie mogła być taka, jak dawniej. Nie po tym wszystkim, co się wydarzyło…
- Anzu – jej towarzysz lekko szturchnął ją łokciem. – Za chwilę dotrzemy do granicy Kraju Wiatru, a tam spotkamy naszych pomocników.
Kobieta tylko skinęła głową, nawet na niego nie patrząc. Nie ważne, kim są. Nie ważne, jacy są. I nie ważne, jaki mają stopień. I tak będą musieli jej bronić, bo drużyna zawsze ochrania medyka. W końcu jeśli ona zostałaby ranna… Kto wyleczyłby pozostałych?
Przy takim układzie… Teoretycznie nie było możliwości, by została ranna. A jednak. Już niejednokrotnie zdarzało się, że to ona ponosiła największe obrażenia. Tak samo, jak tamtego dnia…
- Anzu… Anzu! – Shikamaru mocno nią potrząsnął.
Spojrzała na niego zaszklonymi oczami. Tamten dzień… Tamtego dnia chciała umrzeć. Jeszcze bardziej niż teraz. Bo wtedy… Straciła bardzo wiele chwil.
- Nie ważne – odpowiedziała na nieme pytanie mężczyzny. – Gdzie spotkamy naszą pomoc?
- Właściwie… To powinni być tutaj.
Po jego słowach jak na zawołanie usłyszeli za plecami kobiecy głos:
- I jesteśmy.
Shikamaru uśmiechnął się szeroko, spoglądając na nią. A Anzu już wiedziała, że ona nie jest mu zupełnie obojętna.
- Przywitamy się później – oświadczył brązowo włosy mężczyzna, stojący obok niej. – Teraz musimy dotrzeć do wioski, co będzie trudne.
- W porządku – westchnął Nara. – Zatem, jak przedstawia się cała sytuacja?
- Wróg przeniósł oddziały w okolice wioski. Jeszcze do niedawna znaczna część przebywała w Kraju Ognia, potem na granicy Kraju Wiatru, a teraz są bardzo blisko Suny. Ginie coraz więcej ludzi, a my nie mamy wystarczającej ilości medyków. I kompletnie brak im organizacji.
- Liczycie, że Anzu to zmieni? – zapytał Shikamaru.
- Z wiadomości, którą Gaara otrzymał od Naruto, wynika, iż jest całkiem niezła – wyjaśnił Kankurou. – Podobno kierowała najlepszym zespołem w wiosce.
- Rozumiem. W takim razie ruszajmy. I pamiętajcie… Drużyna zawsze ochrania medyka – powiedział shinobi z Konohy, rzucając niebieskookiej przelotne spojrzenie.
Zmusiła się do uśmiechu, ale… Tak naprawdę wcale jej nie zależało, by ją chronili. Miała już dość patrzenia, jak kolejni ludzie upadają przed nią, w imię jakiś kretyńskich zasad. I to jeszcze takich, które nie zawsze się sprawdzają. A dowodem tego są liczne blizny na jej ciele.
*

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a oni z każdym kolejnym krokiem przybliżali się do wioski. I z każdym kolejnym krokiem musieli coraz bardziej uważać. Przedarcie się przez front było najgorszym pomysłem, na jaki mogli wpaść, ale nie było innej możliwości. No, ewentualnie mogli spróbować poszukać najmniej niebezpiecznego miejsca, jednak Anzu obawiała się, iż takiego nie ma.
- Musimy przesunąć się bardziej na wschód. Wioska jest okupowana głównie od strony zachodniej – oświadczył Kankurou.
Wszyscy ruszyli za nim w milczeniu. Nikt nie potrudził się, by rozważyć jego słowa, a przecież stawką było życie. Ceną za błąd były wszystkie chwile, które jeszcze mogli przeżyć. Cała przyszłość…
- Cholera! – wrzasnęła Temari, gdy zewsząd zaczęły latać kunaie.
Kankurou i Shikamaru otoczyli Anzu, która musiała bezczynnie siedzieć i patrzeć, na to jak… Po raz kolejny inni poświęcają się dla niej. Ale nie dlatego, że jest dla nich ważna. Tylko w imię zasad, które nie mają żadnego pokrycia z rzeczywistością. Bo życie w tym piekle jest zupełnie inne niż normalne.
Poczuła ból. Bardzo silny ból lewej ręki. A, gdy tylko na nią spojrzała… Dostrzegła kunaia. Ale nie. To nie był tylko kunai. On był…
- Broń jest zatruta! – wrzasnęła, czując jak trucizna rozchodzi się po jej ciele.
- Skąd wiesz? – zdziwił się Shikamaru, jednak nim zdążyła odpowiedzieć… sam zauważył. – Cholera! Jesteś ranna! – i nie przejmując się bronią, krążącą dookoła, przyklęknął by jej pomóc.
- Co ty robisz, głupcze?! – oburzyła się dziewczyna. – Walcz, mną się nie przejmuj!
- Zwariowałaś?! Jesteś jedynym medykiem! Kto nas wyleczy, jak nie ty?!
- Nie będziecie potrzebowali leczenia, jak zaczniesz walczyć, a nie przejmować się mną! – krzyknęła niebieskooka, a jej słowa zmieszały się z wrzaskiem Temari.
Shikamaru natychmiast odszukał ją wzrokiem, a w następnej chwili już był przy niej. Ona… Bardzo mocno oberwała. Jednak Anzu nie do końca potrafiła określić, czy dostała w punkt witalny. Trucizna w jej ciele też już zaczęła działać. I nie miała pojęcia jak uda im się dotrzeć do wioski.
- Cholera!
Anzu odszukała wzrokiem miejsce, z którego dochodziły wrzaski. I… Jeszcze bardziej się przeraziła. Shikamaru też był ranny. Och, co za dureń! Ona przecież nie jest w stanie im teraz pomóc…
- Dasz radę chodzić? – zapytał Kankurou.
- Jasne – odpowiedziała, wstając. – Ale nawet, gdybym nie miała to i tak musiałabym pójść.
- W porządku – powiedział. – Teraz musimy się jak najszybciej dostać do wioski. Już całkiem niedaleko, a jeśli będziemy szybcy…
- Trzeba było wcześniej o tym pomyśleć – przerwała mu blondynka. – Teraz już trochę późno. Shikamaru i ja nie jesteśmy tak szybcy jak zazwyczaj.
- Jakoś sobie poradzimy – stwierdził mężczyzna i rzucił się biegiem w kierunku wioski.
Droga była krótka. Ale… Ilość ładunków wybuchowych, które mijali po drodze i latającej broni, była ogromna. Kunoichi zaczęła się zastanawiać, jak może wyglądać wioska. Ale… Nie była do końca pewna czy chce się dowiedzieć. Choć i tak będzie musiała.
Byli już blisko. Bardzo blisko! Ale… Trucizna najwyraźniej zaczynała powoli działać, bo czuła się coraz gorzej. Biegła coraz wolniej i wolniej, jednak… Nie mogła sobie pozwolić na upadek! Nie mogła im pokazać, jaka naprawdę jest słaba. Nie mogła pozwolić, by wojna po raz kolejny ją złamała. Teraz… Będzie silniejsza. I pokaże im, że potrafi coś zrobić, i, że Naruto nie bez powodu ją tu przysłał.
Głosuj (0)

Melissa.

[Powrót] Komentuj

» karmelek.ownlog.com

» 19:33:44 [6-07-2011]
| brak www IP: 89.76.169.248

króciutko, ale ciekawie. masz pomysł i ciekawa jestem realizacji. robi sie bardzo gorąco, ale im szybciej napiszesz tym lepiej xd powodzenia ;*

» Mizuri

» 10:40:28 [30-06-2011]
| brak www IP: 178.56.246.177

Króciutkie... :( ale więcej zastrzeżeń do nie mam ;) nie mogę się doczekać aż akcja się rozkręci ;D życzę weny ;*

» katrina

» 13:48:29 [28-06-2011]
| brak www IP: 91.206.244.1

króóóóóóóóóóóóotkie! Prosimy o więcej!!