Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
1. Przewrotność losu.


1. Przewrotność losu.

20:22:10 [11-05-2011]

Młoda, blond włosa kunoichi biegła przez las. Za plecami, po bokach i przed sobą słyszała ciągłe wrzaski, czuła zapach spalonych karteczek wybuchowych, dopalających się drzew i… Odór rozkładających się ludzkich ciał. I biegnąc tak każdego dnia, mijając ciągle to samo, zadawała sobie pytanie, dlaczego się tutaj znalazła. Czy naprawdę zasłużyła sobie na to piekło?
Miała 25 lat. Była świetnym medycznym ninja, trenowanym przez samą Piątą Hokage. Ale to było już dawno. Jeszcze przed atakiem Paina na Konohę, przed wybuchem Czwartej Wielkiej Wojny Shinobi. Tak, to było bardzo dawno. Ale nawet mimo tylu lat… Ona ciągle pamiętała. Bo Czwarta Wielka Wojna coś jej odebrała. Nie tylko rodziców czy znajomych, ale… Osobę, którą bardzo kochała. I tamtego dnia, gdy nie miała nawet czasu, by płakać, poprzysięgła zemstę.
Potrafiła czekać. A choć nigdy nie była mściwa i zawistna… Tej przysięgi dopełni na pewno. I nie czekała na kolejną wojnę. Ona po prostu przyszła. Nawet dość szybko, choć kompletnie nikt nie był na to przygotowany.
Czasami zastanawiała się nad tym, dlaczego tak właściwie to wszystko się zaczęło. Niby Konoha i Suna zawsze były sprzymierzeńcami, a obecny Hokage był najlepszym przyjacielem Piątego Kazekage, ale… Czy to upoważniało Siódmego do wypowiedzenia prawdziwego piekła Wiosce Deszczu? Bo przecież od dawna wiadomo, że Konoha jest najpotężniejszą z pięciu ukrytych wiosek. A kto zadziera z jej sprzymierzeńcami… Trafia do piekła.
I tak oczywiście się stało. Naruto nawet przez chwilę się nie zastanowił, ale jego porywczość już taka była. Szkoda tylko, że nie pomyślał o wszystkich cywilach, którzy też będą musieli w tym uczestniczyć. Bo przecież nie możesz wypowiedzieć wojny, nie narażając niewinnych ludzi.
Wyczuła czyjąś obecność, ale już była blisko celu; przyspieszyła jeszcze bardziej, a w chwilę później już czuła grunt pod stopami.
- Jesteś nareszcie – powitała ją niezbyt miło Kurenai.
- Miałam problemy z dostaniem się do lasu. Deszcz okupuje niemal każde drzewo przy wejściu – oświadczyła blondynka. – A, i lepiej sprawdźcie teren, bo ktoś za mną szedł.
Starsza kobieta skinęła tylko głową, a następnie pobiegła w odpowiednim kierunku. Natomiast Anzu podeszła do mężczyzny leżącego na ziemi. Przyjrzała się mu; mocno krwawił, ale była niemal pewna, że jego punkty witalne są nienaruszone.
Wykonała szybko wszystkie powierzchowne badania, a następnie przystąpiła do leczenia.
- Rana jest dość głęboka, więc raczej zbyt wiele tu nie zdziałasz – oświadczyła po długiej chwili milczenia.
- Nie ważne, muszę zostać.
- Posłuchaj mnie – powiedziała spokojnie, nawet na niego nie parząc. – Jeśli zostaniesz, będziesz tylko zawadzał. Nikt nie jest w stanie wyleczyć tak poważnej rany w jeden dzień.
- Siódmy ma kogoś na moje miejsce? – zapytał.
- Nie wiem.
- Więc zostanę.
Dziewczyna prychnęła pod nosem, ale już się nie odezwała. W ostateczności… Trochę rozumiała tych ludzi. Każdy z nich ginął w obronie wioski i tych, których kochał. Najwyraźniej nie bez powodu mówi się, że shinobi z Konohy walczą do samego końca.
- Miałaś rację – usłyszała za plecami głos Kurenai. – Szedł za tobą szpieg z Wioski Deszczu.
- Jeszcze jestem tutaj potrzebna? – zapytała blondynka, ignorując słowa kobiety.
- Skoro już go wyleczyłaś to nie, ale… - zaczęła czerwonooka – wydawało mi się, że jego rana była dość poważna.
- Bo była, ale nie zgodził się wrócić do szpitala – ucięła Anzu, podnosząc się z ziemi. – Do niczego nie będę go zmuszać, moja rola kończy się w tym miejscu.
- Rozumiem – Kurenai spojrzała na nią nieco krzywo. – To wszystko.
Niebieskooka rzuciła jej przelotne spojrzenie, a następnie odwróciła się i pobiegła dalej, wpatrując się w niebo. Następnym celem jest… Front.
*

Niebo nie było niebieskie. Już dawno go takim nie widziała. Teraz było ciemne, zachmurzone, zanieczyszczone i… Całkowicie bezsilne. Bo gdyby mogło coś zrobić, nie patrzyło by bezsilnie na piekło, które rozgrywało się na ziemi. Piekło trwające już od pół roku.
Może to nie dużo. Ale podczas, gdy na tobie spoczywa obowiązek ratowania codziennie setek ludzi, nadzorowania nowicjuszy, którzy również są potrzebni i dbania o własne bezpieczeństwo… Każdy dzień jest podwójnie długi. To tak, jakby każdy dzień tego piekła przeżywać dwa razy. Ona dobrze wiedziała, co to znaczy. Bo codziennie musiała biegać do szpitala, na front, a potem znowu do szpitala. I nie ważne, że już prawie nie miała siły, nie wspominając już o chakrze, bo od jej decyzji zależało bardzo dużo. To ona kierowała jednym z obecnie najlepszych zespołów medycznych w Konoha. Jeden błąd… A straciłaby wszystko.
- Anzu-sama! – usłyszała wyraźnie zniecierpliwiony głos jednej ze swoich pomocnic.
- Słucham? – otrząsnęła się.
- Hyuuga Neji wrócił ciężko ranny – oświadczyła niebiesko włosa dziewczyna. – Ma poważne obrażenia w…
- Sala operacyjna numer 15, szybko! – zarządziła kunoichi, przerywając jej w połowie zdania.
- E, tak! – młodsza kobieta wybiegła z pomieszczenia.
Blondynka spojrzała w niewielkie lustro wiszące na ścianie. Hyuuga Neji został ranny? Z tego, co pamiętała walczył na froncie Wschodnim – najgorszym. To miejsce okupowane było aż przez trzy wioski – Deszczu, Obłoku i Mgły. Ci ostatni… Słynęli z okrucieństwa. Ale czy naprawdę byli w stanie pokonać geniusza? Jeśli tak… Jest znacznie gorzej niż sądziła. Najwyraźniej Konoha… Nie jest już tak potężna jak kiedyś.
- Anzu-sama! – usłyszała z korytarza.
Odgoniła od siebie wszystkie myśli, a następnie szybkim krokiem ruszyła w kierunku sali operacyjnej. Los jest taki przewrotny. Kiedyś… Podziwiała siłę Nejiego. Dzisiaj… Widzi jego klęskę.
*

Czym jest normalne życie? I czy w ogóle takie istnieje? Czy ludzkie życie ma jakiekolwiek znaczenie? A jeśli tak, to jakie? I dlaczego ludzie sami tego nie dostrzegają?
Zawsze wiedziała, że ma za słabą psychikę. Na co dzień była twarda, zdecydowana, stanowcza, zorganizowana, zapobiegawcza. Ale, gdy zostawała sama… Miała ochotę płakać, bo poprzednia wojna jej kogoś odebrała. I bała się, że to znowu się powtórzy. Bo ile bliskich osób możemy stracić?
Świat shinobi jest bezlitosny. A ona, chcąc z nim wygrać, pragnęła stać się taka sama. Ale czy jej natura rzeczywiście na to pozwoli? W końcu każdego dnia coraz trudniej było udawać. Musiała ratować ludzi, których ceniła, podziwiała, szanowała. Ludzi, którzy zapewne byli silniejsi od niej, ale ich życie było w jej rękach. Nigdy wcześniej nie myślała, że decydując się na zostanie medycznym ninja, bierze na siebie taką odpowiedzialność. Ale teraz już za późno. W swoim fachu doszła niemal do perfekcji. Nie mogła odejść. Po prostu nie mogła.
Siódmy Hokage codziennie wzywał ją do siebie. A, gdy stawała naprzeciw jego biurka, zastanawiała się, ile tym razem ludzi uratuje i ile sama będzie musiała zaryzykować. Aż któregoś dnia… Stało się coś, czego najmniej się spodziewała.
- Wysyłam cię do Suny – oświadczył Naruto.
- Co?! – wrzasnęła.
- Brakuje im medyków, a ty pracujesz za dziesięciu – wyjaśnił spokojnie. – Twoi podwładni sporo się już nauczyli, a poza tym mamy jeszcze innych medyków. W Sunie jesteś jeszcze bardziej potrzebna.
- A… - dziewczyna zmieszała się. – Rozumiem.
- Wysłałbym cię tam już dziś, ale nie przedrzesz się przez front. Czekamy na pomoc z Wioski Wodospadu. No i Suna też miała kogoś przysłać. W każdym razie, musisz przeczekać aż sytuacja trochę się uspokoi.
- Zrozumiałam.
- Świetnie, to wszystko – oświadczył Naruto.
Kunoichi już chciała się odwrócić i wyjść, ale… Coś za oknem przykuło jej uwagę. Coś, co wyglądało jak…
- Padnij! – wrzasnęła, pociągając mężczyznę na podłogę, jak najdalej od okna.
I nawet sama nie zdążyła się odsunąć, a kilkanaście metrów od okna gabinetu Hokage, wybuchnął jakiś ładunek wybuchowy; jedyne co zdążyła zrobić to… Osłonić rękoma głowę.
- Anzu! Anzu! Nic ci nie jest?! – Naruto podszedł do niej na czworakach, a następnie otrzepał ją z odłamków szkła.
Kobieta zakaszlała, a z kącików jej ust wypłynęła krew. Drżała na całym ciele i powoli traciła świadomość.
- Anzu, słyszysz mnie?!
- Nie dostałam… w punkt… witalny… - wydusiła jeszcze, a następnie straciła przytomność.
~~*~~

Ech, ech. Błagam o koniec roku. x.x
Pozdrawiam. ^.*
Głosuj (0)

Melissa.

[Powrót] Komentuj

» Kot

» 21:29:04 [30-12-2011]
| brak www IP: 46.205.57.23

No świetnie się zaczyna...Jestem ciekawa tego opowiadania bo 2 poprzednie były super.

» Mizuri

» 13:27:07 [31-05-2011]
| brak www IP: 31.63.117.173

Ciesze się że zaczęłaś nowe opowiadanko ;D nie mogę się doczekać następnych rozdzialików;D pozdrawiam i życzę weny;*

» Arandae

» 20:32:34 [17-05-2011]
| http://optabilis-pan-narras.blog4u.pl/ IP: zalogowany

Ja tam jak zwykle jestem do tyłu jeśli idzie o mangę... Domyślam się z nazwy, że dostanie w punkt witalny jest... bolesne, drastyczne i grozi śmiercią. Am I right?

I tak mi się wydaje, że poprawniej byłoby gdyby w tej wypowiedzi o dostaniu w punkt witalny między "nie" a "dostałam" był przecinek lub trzykropek. Bo teraz wypowiedź sugeruje, że Anzu nie dostała w punkt witalny, co jest dla nieobeznanych z tematem troszkę... jakby to powiedzieć... wprawia to w konsternację.

Czekam na kolejne rozdziały :)

» cathbanned

» 12:32:11 [13-05-2011]
| brak www IP: 83.1.88.241

Trochę się naczekałam na ten pierwszy rozdział, ale wreszcie jest;P Wiadomo, że prawdziwe, szczere i pełne ekscytacji słowa "podobało mi się bardzo" będę mogła powiedzieć dopiero wtedy, kiedy akcja właściwie się rozkręci, bo rozdziały pierwsze zawsze są... "organizacyjne";) Kiedy przeczytałam, że Anzu będzie wysyłana do Suny, to pomyślałam - "Taa... jasne... też mi coś", a tu proszę - kobiecina nagle dostaje w punkt witalny. Pewnie i tak przeżyje (przynajmniej mam nadzieję, że przeżyję... przynajmniej powinna przeżyć, bo inaczej cały mój fanfickopogląd runie;). Ciekawa jestem, jak to dalej poprowadzisz, więc z niecierpliwością czekam na rozdział drugi.
Pozdrawiam i Weny życzę!
Cathbanned

» Wera

» 15:27:09 [12-05-2011]
| brak www IP: 83.25.26.116

Przyłączam się do błagnia.
Dajcie mi wreszcie chociażby połowę czerwca :)
A co do notki to taka wstępna, jeszcze się trochę porozkręca i na pewno będzie dobrze ;d