35. Na chwilę przed.
20:00:44 [22-01-2011]
Księżyc wisiał już wysoko na niebie, a oni przez cały dzień rozmawiali. I choć żadne z nich nie wspomniało o tym… Obydwoje wiedzieli, że następny dzień będzie już tym ostatnim. Tylko jak sobie o tym przypomnieć na głos? Jak nakazać sercu milczeć? Jak zagłuszyć ten wewnętrzny głos… Jak wyłączyć świadomość? Jak przedłużyć ten sen?!Gdyby ich sen był jak palący się płomień świecy… Zrobiłaby wszystko, by go podtrzymać. Gdyby był jak budowla z piasku… Nigdy nie pozwoliłby mu się rozpaść. Nigdy nie pozwoliłby mu zniknąć! Ale przecież… Piękne sny kończą się najszybciej.
Było już późno. Wcześnie rano mają się stawić na stadionie, więc… Lepiej, żeby już spała. Mimo iż chciałby jeszcze długo z nią rozmawiać. Jeszcze długo patrzeć jej w oczy, widzieć w nich radość i samemu cieszyć się jej szczęściem…
- Anzu… - szepnął jej do ucha.
- Hm?
- Śpij już – pocałował ją w czoło.
- Ale dlaczego?
- Jutro… egzamin – jego twarz nie wyrażała teraz żadnych emocji. – Będziesz musiała wcześnie wstać…
- Gaara… - zaczęła, łapiąc go za rękę. – Co się jutro stanie? Jak… Jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień? Powiedź mi…
- Nie wiem – czerwono włosy pocałował zewnętrzną stronę jej dłoni. – Ale… Nie myśl teraz o tym. Po prostu śpij. Na pewno jesteś zmęczona.
- A ty?
- Ja… Nie śpię. Nigdy. Przecież wiesz.
- I nie jesteś zmęczony? – dziecinne pytanie, które padło z jej ust, sprawiło, że się zaśmiał.
- Śpij – powiedział, uśmiechając się.
- A, gdy rano się obudzę… Będziesz ze mną?
- Będę.
- A teraz… Potrzymasz mnie za rękę?
- Tak długo jak tylko chcesz – powiedział i ścisnął jej delikatną dłoń.
Uśmiechnęła się do niego, a następnie położyła głowę na poduszce. I jeszcze długo chciała patrzeć mu w oczy, ale… Jego czuły głos powoli kołysał ją do snu. Aż w końcu… Zasnęła. A ostatnią rzeczą, którą pamięta, był jego delikatny pocałunek na czole.
*
Zasnęła. Ale on jeszcze bardzo długo siedział przy jej łóżku, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Kiedyś… Kiedyś też przychodził tutaj, by patrzeć jak śpi. I wtedy spała bardzo niespokojnie. Ale podobało mu się to, bo właśnie po to przychodził. Dobrze wiedział, jak na nią działa jego obecność. Wtedy… Bała się go tak samo jak wszyscy, choć tak uparcie usiłowała sobie wmówić, że nie. Ale nawet mimo strachu… Miał wrażenie, że akceptowała go od samego początku. Że ona jedyna od zawsze widziała w nim człowieka.
Wstał i najciszej jak potrafił wyszedł na balkon. Powietrze było bardzo ciepłe, niebo idealnie czyste. Najwyraźniej zapowiada się na piękną pogodę. Szkoda tylko, że w jego życia od jutra znowu zapanuje ciemność. Bez niej… Już nic nie będzie kolorowe.
Usiadł na podłodze, wpatrując się w księżyc. Może użalanie się nad sobą było żałosne. Może zachowywał się jak gówniarz, ale… Kompletnie go to nie obchodziło. I jeśli Temari i Kankurou będą robić jakieś niemiłe uwagi… Co go to obchodzi? Oni… Nie będą musieli tutaj zostawić najważniejszej osoby w swoim życiu.
Może… Może ciągle był za młody na takie myślenie. A może samotność pozwoliła mu szybciej dorosnąć. Ale choć analizował wszystko kilkadziesiąt razy… Zawsze na końcu dochodził do wniosku, że dla ich miłości… Nie ma już żadnych szans. Ten sen… Naprawdę skończy się jutro. A on chyba nigdy sobie nie wybaczy, że tak późno dostrzegł, jaka stała się dla niego ważna. Że tak długo nie chciał jej do siebie dopuścić. Że ciągle tylko ją odpychał i ranił coraz mocniej, bo nie rozumiał, dlaczego chce być dla niego kimś bliskim. Dlaczego zaakceptowała i wybrała właśnie jego.
Pamiętał. Pamiętał doskonale chwilę, w której go pocałowała. Wtedy… Sądził, że jest dla niego nikim. Ale on najwyraźniej był dla niej kimś ważnym. Już wtedy… Widziała w nim człowieka. Mimo że tyle razy usiłował ją zabić… Jaka potężna może być miłość? I ile naprawdę potrafiła znieść? Czy, gdyby dalej się oszukiwał i wtedy nie powiedział, że stała się jego obsesją… Czy, gdyby dalej grał w swoją bezsensowną grę z urojonym przeciwnikiem… Czy naprawdę teraz byłoby mu lepiej?
Nigdy nie zastanawiał się, co będzie później. Kiedyś, gdy zabijał kogo popadło, nie myślał o konsekwencjach, bo dla niego takowych nie było. Ale od czasu, gdy z nią jest… Nieustannie się zastanawia. Ale ile można sobie wmawiać, że może jeszcze kiedyś się spotkają? Bo ile to ‘kiedyś’ może trwać? Rok, dwa, trzy? A może dziesięć, dwadzieścia? Świat shinobi jest ściśle skonstruowany. I tak jak ninja nie ma prawa okazywać uczuć, tak samo nie ma ich przewidzianych w tym świecie. Tylko… Czy miłość naprawdę jest aż tak ciężkim grzechem? Czy to aż tak bardzo źle, że dwoje ludzi chce być razem, bo są dla siebie bardzo ważni?
Nie rozumiał. Nie rozumiał tego chorego systemu. Wcześniej… Nigdy mu to nie przeszkadzało, bo przecież w jego świecie istniała tylko nienawiść. Teraz… Już jej nie było. A zasady stały się tak bezlitosne, że czuł się kompletnie zagubiony. Co mógłby zrobić, aby dalej z nią być…?
Znał odpowiedź. Znał bardzo dobrze, ale wcale nie chciał usłyszeć jej na głos. Może wtedy ta świadomość raniłaby jeszcze bardziej.
Wstał i wrócił do pokoju. Anzu nadal spała. I to całkiem spokojnie, więc powoli podszedł do jej łóżka i usiadł na podłodze. A patrząc na nią… Już wiedział, co musi jutro zrobić. Musi to zrobić, żeby tak bardzo za nią nie tęsknić. Żeby nie chciał zawrócić. Bo od jutra… Ich drogi już nie będą biec obok siebie.
*
Obudziła się. A on… Tak jak jej obiecał – był obok. I wciąż trzymał ją za rękę, wpatrując się w nią tymi swoimi pięknymi oczami.
Uśmiechnęła się do niego, a gdy odwzajemnił ten gest… Poczuła się lepiej. Jednak, gdy ją pocałował… Miała ochotę, aby zniknął już teraz, bo… Już za chwilę walka, a za kolejną… On odejdzie.
Nie ważne, jak długo analizowała możliwe rozwiązania. Nie ma żadnej opcji, aby mogli być razem. Nie w tym świecie. Tutaj toczy się gra. Ale choć biorą w niej udział ludzie i wszystkie możliwe uczucia… Dla jednego tylko nie ma miejsca – miłości.
Ona sama ich wybrała. Sama poprowadziła ich drogą pełną cierpienia i bólu, aż w końcu dotarli na ścieżkę pełną płatków róż. Tylko, że… Była tak niesamowicie krótka! Ledwo zrobili kilka kroków razem, a… Nagle spadła na nich bolesna świadomość, okrutna rzeczywistość. A płatki róż odfrunęły gdzieś daleko. Bardzo daleko…
- Anzu? – jego głos wyrwał ją z przemyśleń.
- A, dziękuję, że jesteś – uśmiechnęła się niewyraźnie.
- Przecież mówiłem, że będę.
Nie wiedziała, co powiedzieć. A patrzenie na niego… Choć tak bardzo chciała zapamiętać każdy szczegół jego twarzy, wcale nie chciała czuć tego bólu w sercu.
Życie jest niesprawiedliwe. Wiedziała to odkąd straciła rodziców. Ale teraz… Teraz ta świadomość stała się jeszcze bardziej wyraźna i bolesna. Czy to ma oznaczać, że będzie tracić każdą ważną dla siebie osobę? Kto będzie następny? Naruto? Hinata? Keiji?
Keiji… Czy nadal może uważać się za jego przyjaciółkę? Czy tamte słowa… Nie zniszczyły wszystkiego? Obawiała się, że tak. Ale co innego mogła zrobić? Czyż szczerość nie jest podstawą wszystkiego? A skoro był jej przyjacielem… Zasługiwał na nią. I na jej miłość też by zasługiwał. Ale skoro ona nie potrafiła odwzajemnić jego uczuć, może nie zasługiwała na niego.
- Nie chciałbym cię poganiać, ale… Jest już późno – czerwono włosy usiadł obok niej na łóżku. – Powoli powinniśmy się zbierać.
- Jasne – po tych słowach wstała i wyszła z pomieszczenia.
Biorąc prysznic nie chciała myśleć o niczym. A już na pewno nie o egzaminie.
*
Powinni iść szybko. Powinni się pospieszyć. Bardzo pospieszyć. Ale… Żadne z nich nie miało na to ochoty. Zdążą. Na pewno zdążą. A jeśli nie… Nawet lepiej dla nich. Nie będą musieli stanąć naprzeciwko siebie, nie usłyszą komendy ‘rozpocząć walkę’. Obejdą chociaż jedną chorą zasadę tej absurdalnej gry.
Kiedyś… Zrobiłby wszystko, żeby osiągnąć stopień chuunina. Dziś… Nie miał ochoty nawet stawić się na trzecim etapie. Był silny. Dużo silniejszy niż chuunin, więc… Ten egzamin nie miał już żadnego znaczenia.
Ścisnęła jego dłoń. Każdy kolejny krok przybliżał ich do stadionu. Może… Może teraz powinna powiedzieć ‘nie’? Może powinna uciec, zabrać go ze sobą? Może powinna to wszystko zakończyć? Może… Może jednak istnieje sposób, by mogli zostać ze sobą?
Spojrzała przed siebie. Wejście na stadion zbliżało się w niepokojąco szybkim tempie. Nie… Nie!
- Gaara, zawróćmy – powiedziała, zatrzymując się. – Ja wcale nie chcę tam iść.
- Anzu… Takie są zasady…
- Chrzanię zasady! Przestań mówić, jak Kakashi-sensei! – wrzasnęła, odsuwając się od niego. – Czy ty masz świadomość, co się stanie, gdy tam wejdziemy?!
- Wiem – odpowiedział po chwili namysłu.
- I w ogóle cię to nie rusza?! – głos jej się załamał.
- Nie – skłamał.
Bo ruszało. Raniło bardzo mocno, ale… Może to jedyny sposób, żeby za nią nie tęsknić.
- Jaka ja jestem naiwna… - powiedziała po chwili dziewczyna. – Jaka durna… Jak mogłam uwierzyć, że możesz mnie kochać?
Trafiła. Sto punktów dla niej. Słowa… Niby tylko słowa. Ale jego zraniły precyzyjniej niż cokolwiek innego.
- To nie tak.
- Jasne.
- Nie rozumiesz…
- Pewnie, za głupia na to jestem – uśmiechnęła się krzywo. – Ale skoro nie rozumiem, to może mi wytłumacz. Albo nie. Bo i tak nie zrozumiem! – krzyknęła i już chciała go spoliczkować, ale złapał ją za nadgarstek i mocno przyciągnął do siebie.
- Chcesz wiedzieć, czy mnie to rani? – zapytał, łapiąc ją za podbródek. – Tak, mnie też to boli. Ale nie możemy na to poradzić zupełnie nic. Dobrze to wiesz.
Wiedziała. Więc… Gdy znowu złapał ją za rękę i szybkim krokiem poprowadził w kierunku drzwi… Nie zrobiła już nic.
~~*~~
To już przedostatni rozdział. Nie wiem, co będzie dalej. Się zobaczy. ;]
Głosuj (0)
Melissa.
[Powrót] Komentuj» karmelek.xx.pl
» 20:12:58 [2-02-2011]| brak www IP: 89.76.169.248
nie mógł jej wykrzyczeć że ją kocha ? ^^
szkoda że historia dobiega końca, ale wszystko ma swój początek i koniec, więc poczekam cierpliwie na wisienkę na torcie. ^^
» Mizuri
» 08:20:16 [1-02-2011]| brak www IP: 91.94.99.60
No coz mi te pytania retoryczne nie przeszkadzajš jezeli maja sens i oddajš klimat notki...jak zwykle wietny rozdział:-D nie moge sie doczekać ostatniej notki:-D wietny blog Pzdr:-P
» Foxy
» 22:32:18 [22-01-2011]| brak www IP: 83.1.166.231
Mam dziwną intuicję, co do twojego bloga. Zawsze jak przypominam sobie o nim, okazuje się, że napisałaś coś nowego. Bardzo lubię Twoje opa, ale ostatnio wydaje mi się, że za bardzo rozpływasz się nad uczuciami i poza tym nie dzieje się nic. Chyba trochę za dużo pytań retorycznych i to już chyba od 3 notek, nie sądzisz? W nadmiarze nic nie jest dobre. Tak czy siak czekam na kontynuacje. Mam nadzieję, że w końcu coś się wyjaśni. Przedostatnia notka? Nie gadaj! A ja... zresztą, nevermind
Pozdro.
