34. Upadłe mury.
14:15:42 [31-12-2010]
Taki mały prezencik ode mnie na koniec roku. ;]~~*~~
Wracali do domu, trzymając się za ręce. Na ulicy pojawiało się coraz więcej ludzi, słońce świeciło coraz jaśniej. I jej oczy też z każdą kolejną chwilą, coraz bardziej się zmieniały.
Odkrył coś. Odkrył już jakiś czas temu. Jej oczy… Nie bez powodu mają odcień nieba. Ona naprawdę jest wspaniała. Delikatna, wrażliwa, pomocna… Ale, gdy się złości, jej oczy nie bez powodu mają odcień oceanu. Wtedy… Gdy już raz spojrzysz w jej tęczówki, toniesz. Topisz się w głębinach oceanu. I zauważył to już bardzo dawno. Ale dopiero niedawno zaczął dostrzegać.
Weszła do domu, a on zaraz za nią. I, gdy zamknął drzwi… Spostrzegł, że miała na sobie kimono. Ale choć nie było kolorowe... Wyglądała w nim ślicznie. Nie - ona po prostu we wszystkim wyglądała idealnie. I coraz częściej łapał się na tym, że chyba chciałby czegoś więcej. Nawet jeśli jej bliskość powinna mu wystarczyć. Natomiast ona... Wydawała się w ogóle nie zwracać na to uwagi. A jeśli już coś zauważyła... Pozwalała mu na wszystko. Czy gdyby... Pozwoliłaby mu się dotykać?
Potrząsnął głową. Głupie pytania zaprzątały jego myśli! Znał ją. Znał dość dobrze. I doskonale znał odpowiedź na to pytanie. Tylko czy to naprawdę dobrze, że pozwala mu na wszystko?
- Anzu.
Barwa jego głosu była dziwna. Inna niż zazwyczaj. Nawet różna od tej, gdy szeptał jej do ucha ciepłe słowa.
- Hm? - zatrzymała się, nawet na niego nie patrząc.
Może trochę się bała, że zobaczy na jej twarzy rumieńce. Może... Może myślała, że gdy spojrzy jej w oczy, odgadnie wszystkie jej myśli. Bo niebo też ma swoje słabości.
- Mogę... - zaczął, robiąc kilka kroków w jej kierunku - cię dotknąć?
- Wiesz... - uśmiechnęła się pod nosem, powoli odwracając się w jego stronę. - Odnoszę wrażenie, że kilka dni temu chciałeś zapytać mnie o to samo, mam rację?
Chłopak przytaknął.
- Więc... - podeszła do niego, patrząc mu prosto w oczy. - Dlaczego tego nie zrobiłeś? Wtedy zadałam ci tylko jedno pytanie.
Nie odezwał się. Wtedy... Wtedy mógł zrobić wszystko, nic nie mówiąc, a ona i tak by go nie odepchnęła. Więc... Dlaczego nie zrobił tego, czego tak bardzo wtedy pragnął? Dlaczego... Przecież chciał, żeby była jego.
- O czym teraz myślisz? - usłyszał jej cichy szept tuż przy swoim uchu.
- Myślę, że... - zaczął, mocno ją obejmując - pragnę cię bardziej, niż możesz sobie to wyobrazić.
W pierwszej chwili była cisza. Może powinien powiedzieć jej, jak mocno ją kocha? Może... Ona powinna coś powiedzieć...? Nie, już dosyć słów. Teraz... Zostało miejsce tylko dla uczuć, które powoli wyswobadzały się z codziennej pułapki, by za chwilę... Wybuchnąć. Uciekać gdzieś daleko, po drodze zahaczając o każdy kawałek jej ciała. Przebiegając po jego ciele, jako fala dreszczy. Strzępki oddechów zamieniać w ciepłe słowa. Burzyć każdy kolejny mur... A, gdy już jego usta odnalazły jej wargi... Gdy jej kimono powoli osunęło się na podłogę... Wtedy chciał powiedzieć jej wszystko. Ale zamiast zdania, na które tak czekała, tylko wciąż szeptał jej, że jest wspaniała. Jak bardzo jej pragnie, jaka jest dla niego ważna... Tylko ciągle odwlekać te magiczne słowa. Ale... Jak długo jeszcze będzie potrafił to zrobić? Jak długo jeszcze będzie potrafił zahamować swoje uczucia? Nie, już nad nimi nie panuje. Już pobiegły za daleko. Już pozwolił sobie na zbyt wiele. Już pozwoliła mu spełnić swoje pragnienia. Już nie może się zatrzymać. Teraz już nie, ale… Niebu kiedyś i tak będzie musiał się pokłonić.
Twój zapach mnie otumania.
Przez Ciebie nie potrafię trzeźwo myśleć!
Potrzebuję Twojego ciepła.
Bliskości, tak bardzo jak sam tego pragniesz.
Dotknij mnie.
No dalej, Gaara!
Nie bój się...
Jestem cała Twoja.
Pozwoliła mu na chwilę wrócić do tego, co było. Na tą jedną chwilę znowu stać się jego. Tylko jego. Ale nie chciała pamiętać całej reszty. Być jego tylko na chwilę…
Nie każ mi czuć chłodu i obojętności.
Nie pozwól nienawidzić.
Nie rozbudzaj tych negatywnych uczuć!
Pozwól mi być sobie wierną.
Dla Twojej miłości...
Już prawie to zrobił… Już prawie powiedział jej, że… Ale teraz ona sprawiała wrażenie, że wcale nie chce tego usłyszeć. Dlaczego…?
Jeden uśmiech, jedno Twoje spojrzenie.
I nie ważne, że tylko przez chwilę pozwalasz mi być tak blisko siebie.
Jesteś, a ja...
Przez chwilę mam szansę Cię dotknąć.
Powiedź, że jesteś mój.
Tylko mój!
Musisz być mój...
Tak jak ja jestem Twoja.
W tej chwili… Była cała jego. I już nigdy wcześniej, ani nigdy później… Nigdy nie pozwoli mu znowu stać się kimś, kogo tak usilnie próbowała zmienić.
I mimo iż nie mogę mieć Cię na własność...
Jesteś tylko mój na całą wieczność.
Koniec świata to za mało - potrzebuję Cię na znacznie dłużej.
Jeszcze kilka kroków, jeszcze kilka skradzionych pocałunków. A później czuła jego przyjemny ciężar na swoim ciele. Jego gładka, rozpalona skóra, delikatnie muskająca jej własną. Muskająca bardzo delikatnie, a jednocześnie… Miała wrażenie, że zaraz ją poparzy. Jego ciepłe usta, pieszczące każdy kawałeczek jej ciała, niczym słabo jarzący się płomień świecy. Jego głos... Strzępki słów docierające do niej, jakby zza dalekiego muru. Nie, mury już nie istnieją. Nie ma już żadnych przeszkód. Już wszystko zniknęło! Teraz tylko... Tylko jego dotyk. Tylko on... On. Jego ciało, jego pocałunki... I czy teraz może myśleć, że nic dla niego nie znaczy? Czy teraz mogłaby się zastanawiać, czy on rzeczywiście ją kocha?
Mury upadają. Nawet najpotężniejsze. Wszystko, co zostało tak perfekcyjnie stworzone przez człowieka, w końcu polegnie. A coś tak nieidealnego jak miłości... Trwa wiecznie. Wiedziała o tym. I może wcale nie była aż tak naiwna. Bo przecież...
Nie poznawała własnego głosu. Już nie rozumiała, co ukochany czule szepcze jej do ucha. Już... Nie było to ważne. Wystarczała jego obecność. Ból... Ból był niczym. Jego ciepło, jego delikatna skóra... Doprowadzały ją do szaleństwa. Ból był niczym! Zupełnie nic nie znaczył. Ten mur... Już poległ. Już dawno!
Ile czasu potrzebowała na zastanowienie się, czy chce zmienić całe swoje życie? Ile czasu on potrzebował, by zrozumieć, czego tak naprawdę chce? A ile chwil i płytkich oddechów obydwoje potrzebowali, by zrozumieć wszystko, nie używając żadnych słów? Nawet tych najpiękniejszych. Nie, piękne słowa często bywają kłamstwem. Ale... Czyż jego gesty nie pokrywały się z urywanym, ciepłym szeptem? Czyż jej serce, bijące tak szybko, nie wyjaśniało wszystkiego?
Czego tak naprawdę potrzeba, by zapomnieć o całym świecie? Jak wielkiej rozpaczy czy cierpienia, by zatracić się zupełnie? A może... Może czegoś zupełnie innego? Bo, gdy delikatnie wbijała paznokcie w jego blade plecy, a on muskał ustami jej szyję... Nie myślała o niczym innym.
W tamtej chwili... Upadła. Upadła razem z nim na samo dno szaleństwa, jakim jest miłość. Bez słów, bez zbędnych wyjaśnień. Bo oboje pozwolili sobie na więcej, niż dotychczas i żadne z nich tego nie żałowało.
A później… Później leżeli wśród gruzów poległych murów. Wtuleni w siebie mocno. Ona chciała mu powiedzieć, że go kocha, ale była pewna, iż jej nie odpowie, więc milczała. A on… Tylko czekał na to magiczne zdanie, by w końcu móc odpowiedzieć to samo i jeszcze bardziej ją uszczęśliwić. Teraz był już na to gotów. Jednak ona… Tylko się w niego wtulała, nie odzywając ani słowem. I choć chciał widzieć jeszcze więcej szczęścia w jej niebieskich oczach… Sam również milczał.
Przyjdzie czas, a… Pokłoni się niebu.
*
Wbiegła do szpitala, chowając się przed deszczem. I sama nie wiedziała, dlaczego pozwoliła sobie na taką śmiałość, i przyszła go odwiedzić. Bo przecież nigdy nie potrafiła zbyt długo wytrzymać w jego obecności i nie zemdleć. Rozmowa… To było jeszcze trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Jednak najbardziej bolesna była świadomość, że dla niego… Jest tylko przyjaciółką. Może i dobrą, ale tylko przyjaciółką. Podczas, gdy on dla niej jest wszystkim. Wzorem do naśladowania, ukochanym, przyjacielem… Wszystkim.
Często zastanawiała się, czy gdyby kiedyś powiedziała mu, co czuje… Zacząłby patrzeć na nią inaczej? Czy dałby im szansę? Zakochałby się w niej? Chyba za bardzo bała się odpowiedzi, by cokolwiek wyznać.
Czasami… Zazdrościła Anzu. Zazdrościła jej tego, że jest z nim w drużynie, że potrafi z nim tak swobodnie rozmawiać. Ale też cieszyła się, bo ona i on byli najważniejszymi osobami w jej życiu, a jednocześnie nie byli razem. A nawet, gdyby Anzu go kochała… Hinata była pewna, że nigdy by z nim nie była. Właśnie dlatego, że są przyjaciółkami.
Stanęła przed drzwiami jego Sali. I już chciała zapukać, ale nagle uświadomiła sobie, że… Trochę głupio tak wejść bez niczego… Mogła chociaż kupić jakieś kwiatki! Mogła… Mogła! Ale i tak bardzo dużo trudu zadała sobie, by się przełamać i w ogóle tutaj przyjść. Więc już za późno na jakiekolwiek wątpliwości. A poza tym… Skoro Naruto uważa ją za przyjaciółkę, to powinien się ucieszyć na jej widok…
Zapukała. I czekając na jakąś reakcję, w myślach śmiała się ze swojej głupoty, bo chyba wciąż robiła sobie nadzieję, że on cudownie się w niej zakocha. Może i nie przekreślała nikłej możliwości, że kiedyś będą razem, ale… To tak bardzo nieprawdopodobne…
- A, Hinata – blondyn powitał ją szerokim uśmiechem, a na jej twarzy natychmiast pojawiły się rumieńce.
Serce biło jej coraz szybciej, ale za nic w świecie nie mogła zemdleć. Nie teraz!
- Cieszę się, że przyszłaś – kontynuował, a ona wciąż stała w jednym miejscu.
Teraz… Teraz mogłaby mu powiedzieć. I, gdyby jej marzenia mogły się spełnić…
- Wiesz… - usłyszała jego głos. – Zaskoczyłaś mnie podczas eliminacji. Naprawdę świetnie walczyłaś. A poza tym… Dlaczego tak rzadko się odzywasz? Czasami jesteś jak powietrze – stwierdził i choć nie miało to być obraźliwe… ona poczuła się lekko dotknięta. – Zawsze sądziłem, że jesteś dosyć dziwna – ciągnął – ale tak naprawdę… Lubię cię, Hinata – niebieskooki uśmiechnął się. – Bardzo cię lubię.
Nie zemdlała, nie rozpłakała się… Nie odezwała się ani słowem. Tylko się uśmiechnęła i usiadła na krześle obok łóżka. Ale w tamtej chwili… Zatrzymało jej się serce.
~~*~~
Powiem tylko tyle, że samo wymyślenie motywu przewodniego tego hentaia zajęło mi kilka ładnych minut, nie wspominając już o jego napisaniu. xD
Szalonego Sylwestra i do napisania... za rok! ;]
Pozdrawiam ^.*
Głosuj (0)
Melissa.
[Powrót] Komentuj» Mizuri
» 16:38:13 [31-12-2010]| brak www IP: 91.94.173.112
No coz...nic dodać nic ujšć:-D wietny rozdział jak zwykle:-P mam nadzieje ze rozwiniesz choc troche motyw Hinaty i Naruto:-D pozdrawiam serdecznie i szczęliwego nowego roku:-*!
» Foxy
» 16:04:34 [31-12-2010]| brak www IP: 83.1.166.231
Dziwne, nawet bardzo. Fuck, mam nadzieję że szykujesz happy end, bo nie przeżyję jak ich rozdzielisz
